Forum literackie Ogród Ciszy
Przyjazne forum literackie

Mariola Kruszewska - W wieczorowej sukni 6/2012

Mariola Kruszewska - Pon 13 Lut, 2012
Temat postu: W wieczorowej sukni 6/2012
iskra

w popielate przedwiośnie
odjeżdża kolejny dworzec
dłonie miasto droga dalekobieżna
pospieszny film z miejsc w których nie byłem

ostrym ołówkiem zabijam czas
w rytm kół kiwają się metafory

szarość wiotczeje przed napierającą nocą
pod powieką schowane
najpiękniejsze zachody słońca
plaże Adriatyku pomarańczowe drzewka
i bugenwille

kobieta wyjmuje kanapkę
okno pociągu przeciągle wciąga
zapach krakowskiej kiełbasy w bułce
wstydliwie sypią się okruchy
wiersza

w kuszetce drzemią nienapisane strofy
o jej udach

Mariola Kruszewska - Pon 13 Lut, 2012

ja i mój brat/Gunter/wszystkie koła muszą toczyć się do zwycięstwa


Nadszedł 5 stycznia 1945 roku. Razem z wieloma sąsiadami znów siedzieliśmy w schronie przeciwlotniczym, kiedy ujrzeliśmy pierwszych rosyjskich żołnierzy. Ruscy wpadli, dość mocno podekscytowani, do naszej piwnicy i zażądali na początek zegarków i biżuterii. Kobiety poszły na drugi ogień. Bogu dzięki, Rosjanie bardzo lubili dzieci, tak iż moje siostry Regina i Monika w wieku trzech lat i roczku uratowały mamę przed gwałtami, ale nasz dom spłonął podpalony przez Rosjan po tym, jak na strychu znaleźli trąbkę z chorągiewką, na której widniał znak swastyki. Trąbka należała do Güntera, który był w Jungvolku.
Helmut Steinke „Dzieciństwo w cieniu wojny. Wspomnienia z Prus Wschodnich”




Łyna zamarzła i jak co roku
można było jeździć po niej na szlorkach*
w przerwach pomiędzy kopaniem
rowów przeciwpancernych za ojczyznę

nie wiedziałem czemu mama płacze
przecież była taka piękna

z Günterem bawiliśmy się w wojnę
cynowymi żołnierzykami
w trochę innych mundurach

albo rysowaliśmy
spychanie padłych koni i żołnierzy
do wspólnego dołu
nie wiedzieliśmy jaką kredką pokolorować
fetor zgnilizny

babcia przeklinała w swojej gwarze
pęcherze błoto wszy i rozklekotany wózek
ryczące z bólu krowy
rozstrzelano po ludzku

wagony dyszały z pośpiechu
robiąc miejsce tym ze wschodu
zimne deski ogrzewały modlitwy
zanoszone do Chrystusa

pastor mówił kiedyś że On był
Żydem




OFascynacje

Mariola Kruszewska - Pon 13 Lut, 2012

spacerkiem przez płocki park

Salomea przychodziła tu rzadko
dziadek ją ciągnął za rude warkocze
niby dla zabawy
wkładał włochatą rękę pod spódnicę

kładzie kamień bo tata
szanuje tatę

z Jaffy to rzut wspomnieniem dziurawym
niczym pończochy pamiętające
połamane paznokcie brudne
jak mieszek z którego potem wysupływał miedziaka

kładzie kamień bo babcia
szanuje babcię

macewa ze szczegółami jego życia
utwardziła jedną z ulic po której toczy się
codzienność niepamiętająca umarłych
szczęśliwie

kładzie kamień przy krawężniku
alejkami spacerują zakochani
planują

Mariola Kruszewska - Pon 26 Mar, 2012

in vino itd

tak pięknie
kłamiesz o przyszłości
w oczach karbunkuł
jak u bazyliszka

może to tylko odbicie świec w butelce wina

tyle w tobie prewersji
i historii wywracanych na nice
jedynej słusznej racji zdartej niczym płyta

może to tylko szum po kolejnej lampce

metaforzysz świat z samych blotek
do twarzy ci z obłudą
wpiętą w butonierkę

przy sąsiednim stoliku
zielona wróżka zamiata suknią nadzieję
spójrz
z twojego kieliszka wypłynęła
naga prawda

Mariola Kruszewska - Sob 31 Mar, 2012

jak ułomki chleba


Podobno każdy naród po wojnach, klęskach żywiołowych czy kataklizmach odradza się i zaczyna żyć od nowa. Ale tamtejsi Polacy już nigdy się nie odbudują. Nie ma dla nich miejsca na tamtej ziemi. Może w Kazachstanie, na Syberii czy w Azji Środkowej żyją Polacy, ale oni wolą wyrzec się swej narodowości i wiary katolickiej. Zbyt wiele wycierpieli za polskość i za religię.

Zofia Pawłowska „Wspomnienia zza Buga 1921-1945”




lubiła modlić się pod tym
nadpalonym krzyżem
powiesiła wygiętą matkieboskie
na posrebrzanym łańcuszku
madonnę w kiczowatej sukience z emalii

nie mogła odejść
kto by śpiewał litanię umajowymi wieczorami

zmarszczki poruszały się w rytm
pacierza za nieobecnych
nawet we śnie unosiła się
modlitwą strzelistą jak katedra

teraz już mogę wyjechać
obca tu
do obcych tam

dokleję uczucia do wielkiej miłości
chcę poczuć na kolanach
chłodny marmur stopni kościoła

wyspowiadam się duchom poległym za wolność
spojrzę w oczy
Chrystusowi na wywróconym ołtarzu

Mariola Kruszewska - Pią 06 Kwi, 2012

na ławce


stara kobieta siedzi pod płotem
ona i sztachety wspierają się wzajemnie
to konieczne w ciężkich czasach

w bezzębnych ustach przeżuwa
modlitwę
palcami kruchymi jak gałązki
przygładza babie lato pod chustką

skrzypią zardzewiałe stawy
sypią się okruchy

w tym wieku nie pamięta się
imion poduszonych w komorach
rozstrzelanych pod murem
powieszonych
i tych co zwyczajnie umarli na tyfus
kto by tam ich zresztą zliczył
po czterech klasach szkoły powszechnej

ludzie są dobre pani

Mariola Kruszewska - Sro 18 Kwi, 2012

rzeko mojego życia - dokąd płyniemy?*


wiślany piasek przesypuje się biały i czysty
jak sumienie dziecka
budującego zamki

młodzieńcze stopy odciskają
równoległe ślady miłości
bursztynowe ziarna lśnią we włosach

cementuje fundamenty domu
z widokiem na przyszłość
napełnia kieliszki klepsydry

w piasku łatwo kopać i
grzebać



*Władysław Broniewski Mazowsze

Mariola Kruszewska - Pon 30 Kwi, 2012

w murowanej piwnicy



Miały szczęście, że z domu na ul. Barskiej wyrzucili ich Niemcy. Tuż obok, w Kolonii Staszica, grasował znany z krwawych „dokonań” współdziałający z Niemcami rosyjski oddział Kamińskiego. Kto im się nie podobał, tego od razu mordowali. Grabili mieszkania i gwałcili kobiety.


Irena Herbrich „Kobiety ’44”




śmiech w tym miejscu brzmi nieludzko
przecież rozstrzelano go jeszcze
w trzydziestym dziewiątym

tętno szybsze niż kołowrotek pacierza
odbija się od rozprutych cegieł

której syna także zabito zmiłuj się
Niepokalana


rytm butów na schodach wybija
projekt idealnego lęku rozciąganego w czasie

zapamiętaj Panie ich twarze
ich rechot i przekleństwa w bratniej słowiańskiej mowie
choć przykryją je podatki stanowiska ogródek przed domem
choć będą kochać synowie i wnuki o nowym nazwisku
zapamiętaj ich oczy
kiedyś Cię ujrzą

*

zawsze się podobała chłopcom
często ciągnęli ją za włosy
dla zabawy

Mariola Kruszewska - Nie 17 Cze, 2012

świadek albo Narew


w twoim korycie pojono bydło
chrzczono nowonarodzone
kołysały się wianki marzanny
polerowani bogowie strąceni ze wzgórza

gasiłaś pragnienie i pożary
obmywałaś bitewną krew równie łatwo
jak brud albo rumieniec wstydu
przeglądały się w twym lustrze
korony drzew i władców
strzechy i miedziana blacha

mija czas prędki niczym ślizg meteorytu
odmierzany dzwonami bazyliki
bliznami po płozach na zlodowaciałym naskórku
rytmem kanałów i przęseł
a ty niewzruszona klepsydro
wciąż mielesz piasek
ze spokojem kamienia
drzemiącego na dnie

czapla zawisła w skupieniu
srebrzą się ryby utopione gwiazdy
od brzegów odbija się głos
Skargi

Mariola Kruszewska - Wto 03 Lip, 2012

Nie o każdym śpiewają pieśń*



żołnierzu bezimienny
z roztrzaskaną wiarą
w zbiorowej mogile niepamięci
spoczywaj

z podziurawionymi drutem dłońmi
jak Chrystus
cierpiący za braci
spoczywaj

ochrzczony Kainem
z dziurą w czaszce
pod którą rodziły się świetlane plany
spoczywaj

pomnikiem ci będzie
pożółkła fotografia wystawiona
na Allegro



*Władysław Broniewski Opowieść o życiu i śmierci Karola Waltera–Świerczewskiego, robotnika i generała

Mariola Kruszewska - Wto 03 Lip, 2012

Adriatyk ocean gorący*



w białej sukience do kostek
wabisz uśpiony jaśmin

śmiech twój
szklana grota z pękającym sufitem
toczy się koralikami gdy
stada słonych języków
z pianą na ustach czołgają się
oblizując stopy

dłoń
szczelne dopasowanie
zwinne palce miedzianego węża
pachną morską solą i obietnicą nocy
cyprysowej

ja
nieważny jak poszczerbiony kawałek muszli
chwytam zamszowe spojrzenia
i uśmiechy z adamaszku
w źrenicach rozpuszczam landrynkowy zachwyt

myśl
wymyka się tajemnicą
ku ciału wygiętemu na kształt tęczy
naprężone uda igrają z księżycem
oliwnym lampionem
ramiona przenoszą na język
gorzki smak kwiatu pomarańczy

jakie imię nadasz mi
wiążąc niebo z morzem
splątaną winoroślą
pradawną pępowiną
kiedy krzykiem obudzimy świt





* Tytuł piosenki zespołu Lombard

Mariola Kruszewska - Czw 23 Sie, 2012

rusałka żałobnik*

A kto by wziął za żonę wdowę po bracie, czyni rzecz nieczystą, ci którzy by się temu sprzeciwili będą bezpotomni.
Księga Kapłańska

mam na imię Katarzyna
jestem królową

moja
pierworodna córka
nigdy nie zobaczyła angielskiego świata
z mgły

mój
syn blady dziedzic
obrotu dwóch księżycowych tarcz
nie doczekał nowiu

druga moja
córka otulona
szczelnie pępowiną
westchnęła zbyt cicho by usłyszał ojciec

czwarte moje
dziecko wydarte
zbyt wcześnie z łona
umarło przed narodzinami

piąte moje
dziecko ujrzało
jutrzenkę
wieczór kołysał martwą kolebkę

nasze
szóste dziecko
słodka Maria
karmiona lodem zmienia krew w ołów

mam na imię Niobe
jestem matką




*rusałka żałobnik (Nymphalis antiopa) – gatunek motyla o czarnych skrzydłach

Mariola Kruszewska - Czw 23 Sie, 2012

śmierć w pełni lata



drzewo nie może uciekać
przecież trudno biec gdy
stopy odcięte przy samej ziemi

nie umie śpiewać jak ptak
wyć jak człowiek
kiedy groza usztywnia każdy nerw
najmniejszego liścia

nie potrafi
zaplatać błagalnie rąk
odrąbano je i rzucono
na kadzidlany stos ofiarny

płonie dłoń z której wypadło gniazdo

przez chwilę
trzepoce przerażenie
ktoś nawet zrobił zdjęcie

broczy spękana od słońca skóra
rozorana siekierą
z rozciętych żył wypływa stygnąca
martwica

Mariola Kruszewska - Wto 04 Wrz, 2012

miejski poranek

dźgane bagnetem słońca
miasto rozprostowuje asfaltowe macki pulsujące reflektorami
rytmicznie wchłania i wypluwa metrowy tłum
obserwuje wzbierający pośpiech wypucowanymi źrenicami biurowców
boczy się na uwolnionych z konserw przeżutych pasażerów
przy porannej kawie wypuszcza dym ku niebu

w bladych podwórkach kamienic sprzedaje zwątpienie
dziwi się sznytom na murach

coraz szybciej tętni kanalizacyjny krwioobieg

na jednym z ramion
komórka po komórce
tkanka po tkance
pączkuje dom

spocone miasto opiera się o latarnie
i świetlane wizje

Mariola Kruszewska - Pon 10 Wrz, 2012

pestka

słoneczniki pachną jesienią
spocone ze strachu
wyciągają chude szyje ku niebu
wspierając się wzajemnie

to konieczne by nie upaść w czas próby

dawno wylały żółć
zwiesiły tarcze godząc się z wyrokiem
nadchodzi czas cięcia głów

śmierć w białej chuście
wynurzy się z mgły
uzbrojona w nóż
i wiklinowy koszyk

Mariola Kruszewska - Wto 11 Wrz, 2012

wiosna

śmierdział lękiem
mokre spodnie spuszczone do kolan
odsłaniały nagą prawdę

okaleczony na chwałę Pana
Jego imienia wzywał każdym włosem naprężonej skóry
śmieć zgarniany kopniakami
do galaretowatej sterty żywych trucheł bez nazwisk
trzęsących się spodni w różnych rozmiarach

twarze przypominają wapno czekające w wiadrach
idą
posłuszność niewolnika pęta nogi
ze wzgórza spadają jak liście
w dół

samce sikory bogatki głośno wabią samiczki
pora budować gniazda i składać jaja
pora pisać wiersze o wiośnie
o miłości

w dymiących lufach przegląda się słońce

Mariola Kruszewska - Wto 16 Paź, 2012

przed 22.00

wyprowadzam stopy na spacer
ciągnie mnie klucz za smycz
powieszona wołam o
kalosze
winda
zapinam guzik
na parter

miasto ignoruje mnie zamkniętymi oknami
neony mrugają analfabetem Morse’a
udając gwiazdy
na słupach wymarłe żarówki
o umiarkowanej niemocy
czekają zmiłowania
cień zadziera nogę

to śmieszne tak ruszać nogami
i kręcić się w kółko
po prostej jednostajnie pochylonej
otulam się szczelniej kaftanem

w brudnych kałużach szukam utopionych
wierszy

Mariola Kruszewska - Pon 29 Paź, 2012

wektory przeciwstawne

pewne wiersze należy czytać we właściwym czasie
potem tylko głupiec sądzi
że rozumie

pewna odmiana miłości dojrzewa długo
warto czekać
i nie zrywać zielonych

szczęśliwy kto w złotej godzinie napełni dłonie
obie

Mariola Kruszewska - Wto 06 Lis, 2012

urlop na Krecie


lada zastawiona wiadrami po śledziach
żaluzje opuszczone
dni powszednie w kasie fiskalnej
na cztery spusty
codzienność sprzedana
za wszystkie oszczędności

bufetowa z Małych Górek
małomiasteczkowość porzuciła na pierwszym
przystanku do raju

oddaje się słońcu bezwstydnie
od stóp po głowę nieforemna
łasi się niczym kotka ociera
dłonie białe rozgwiazdy zaciskają piasek
fale oblizują ciało
kolonie kropel na twarzy
lśnią niby kolczyk w pępku

królowa kiczu
jest szpicą królewskiej katedry
minaretem dachem Paryża
alabastrową boginią
krótkotrwałą miss skarlałych snów

wokół kremowe piękno
wymodelowanych artystycznymi pociągnięciami
ud i ramion
wyzłocone oliwne wiolonczele
z pęcinami cienkimi jak struny

wiatr obiegł równoleżniki
rzucił w twarz
spłowiały zapach ryby

Mariola Kruszewska - Wto 20 Lis, 2012

aż do śmierci


niechirurgicznie precyzyjny
podział podstawowej komórki
nerwowej
rozprawa
rozlewa pomyje pośrodku

rozsądza się
małżeństwo zawarte z braku
rozsądku

domator zmieniony w dominatora
podzwania ostrogami przy bamboszkach
na miss kurnika

ty tobie ja ciebie mi tobą mną
i gną wyraziste wyrazy obrazy
na wieki wieków

kto powiedział
że w piekle nie podają lodu
w szklaneczce whisky

Mariola Kruszewska - Sob 24 Lis, 2012

siedemnaścioro z karczewskiego getta nie wliczając noworodka*



teraz
biegnij
szybko
nie wolno
witać śmierci leżąc
jak chory na przerażenie
żandarmska lufa wypluła ostatni ognisty miot dymi
nieśpiesznie zwinięty papieros
do miasteczka droga niedaleka jakieś pięć
ludzkich istnień

teraz
drży trawa trącana gwałtownym oddechem
przebarwia się krwią tych co już po
skrywa rozsypane niczym ziarno rude włosy
długie i skręcone jak pępowina leżąca obok
jeszcze ciepła

nim zapadnie wieczór
ziemia litościwie osłoni wasze kości

po latach rozniosą je psy
bo mogił nie porosną szlachetne kamienie

teraz staje się czasem przeszłym dokonanym
kroczy w siedmiomilowych butach
i wojskowych spodniach z kieszeniami
wypchanymi grozą

ptaki poderwały się ze skargą nad dach kościoła
Chrystus bezradnie rozkładał ręce
jak było na początku tak i
teraz

* Między Żydami znajdował się stary Braff wraz ze swoją córką, która była w ciąży. Córka akurat urodziła dziecko w polu, które stary ojciec własnoręcznie przyjął i płód położył na trawie. Uciekli z getta, nic z sobą nie zabrawszy. W kilka godzin potem przechodził polaną żandarm, zauważył grupę Żydów i kazał im położyć się na ziemi. Padł strzał, jeden, drugi, trzeci i karabin odmówił posłuszeństwa. Przekonał się żandarm, że mu zabrakło kul w karabinie. Posłał chłopczyka na komisariat karczewski, aby mu przyniesiono amunicję, sam zaś usiadł i czekał, będąc zupełnie bezbronnym, nie miał już bowiem ani jednej kuli przy sobie. Co zrobili wtedy Żydzi? Czy rzucili się na niego, by pomścić śmierć swych najbliższych? Czy sami rzucili się do ucieczki? Nie, o nie! Nadal leżeli brzuchami na ziemi i nadal czekali przeszło pół godziny na przybycie kul. Przybył polski policjant i wręczył amunicję. Żandarm dobił resztę, zabił matkę, zabił płód kilkugodzinny". Wspomnienia Calela Perechodnika, żydowskiego policjanta z Otwocka.

Mariola Kruszewska - Czw 29 Lis, 2012

boży dom a kwestia ucieczki

wołyński rzeźbiarz nie żałował drewna
w sam raz na opał

stanisławowski architekt nie żałował miejsca
w sam raz na magazyn

przez dziurawy dach niebo oświetla
rozstrzelanego Chrystusa z odrąbanymi
stopami

Mariola Kruszewska - Sro 26 Gru, 2012

bez definicji


muzyka
bańki z mydła
słomkowy kapelusz w wiosennej trawie
smyczkiem po obłokach

kiedyś grałem
Chrystusowi drzemiącemu w kapliczce
zafrasował się i nic nie powiedział

nuty rozbiły się o ścianę ziemi
czarny groch
rozdziobały ptaki
by śpiewać jeszcze piękniej

potem grałem w filharmonii
wieczorowym sukniom i drzemiącym muchom
za grubym murem dobijał się
puls deszczu
uliczny doskonały rytm

muzyka
kropka przy kropli
nuta półnuta i ledwo ćwierć
wijące się w nieskończoność ósemki
ułożone genialną dłonią

rozpisana na pięciolinii
wieczna tęsknota za Bogiem

Mariola Kruszewska - Czw 27 Gru, 2012

Radom



air show 2007


żelazny
plan zasady reguły
konsekwencja jak konstrukcja
kręgosłupa

żadnego udawania

błąd
milimetrowej kreski
otarcie sekundy
odprysk nitowanego szczęścia



air show 2009


cisza
napięta niczym stalowa linka wyciągarki
rozsadza dziesiątki tysięcy bębenków

niesiona po Białoruś
spiralnym kręgiem
mielonego łopatami powietrza
uderza w czyjeś przeczucie

niewidzialny przekaz
szybszy od kamer



air show

jak my
nikt tak blisko Nieba
niesieni na skrzydłach
modlitwy

dmuchawce
w blaszanych zbrojach
z ryngrafem

Aniele Stróżu mój
nigdy nie odlatuj

Mariola Kruszewska - Czw 27 Cze, 2013

równanie z wieloma niewiadomymi


pani Janeczko po czemu te jajka
sjuda krasiwe bolsze
aj waj na rożynki zbraknie
chwacit na wsjo insze
ludzie uważajta na cygana
gdzie z tym koszem parchu leziesz
poszoł won sam wielki pan
tfu

*

Johann Schmidt szeregowiec Wehrmachtu
zatrzasnął wyjący wagon
wieczorem napisał list do ukochanej Gretchen
dodał
pocztówkę z synagogą

zanim dotrze do adresatki Johannowi
odejmą
prawą rękę

Maria Derko niesie z pola
nadgniłe cebule
dzieli
na teraz i potem
część znosi pod ziemię
szczurom o rozdętych oczach

nigdy nie patrzy w kalendarz

Beniamin Gutmann i Karol Zagajewski
znaczą łokciami piach
ku białej potędze benedyktyńskiego klasztoru
Karol zyskał Krzyż
Beniamin otrzymałby też gdyby wierzył w boskość Chrystusa
po tym jak dostał najnowszy produkt
szwarzwaldzkiej wytwórni Mauser

Adamowi Raczkowi nigdy nie podobał się
ten śmierdzący Mosze Berg
mnożył
pieniądze równie szybko jak dzieci
i spluwał za plecami

zanim przyprowadził granatowych
wyrównał
sprawną kielnią podmurówkę pod nowy dom

palcem wycelowanym w Antoniego Chłapowicza
przyczynił się do umacniania władzy na białostocczyźnie
Izaak Berkowitz szeregowy członek NKWD


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group