Forum literackie Ogród Ciszy Strona Główna
 Strona Główna  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Rejestracja  Zaloguj  Album  Download

Poprzedni temat :: Następny temat
O interesownych przyjaźniach. Także literackich.
Autor Wiadomość
Lidia 
jędza brutalna

Dołączyła: 14 Lis 2013
Posty: 945
Wysłany: Pon 03 Mar, 2014   O interesownych przyjaźniach. Także literackich.

Nie chcę już zaśmiecać pod wymienionym wierszem, jednak z uwagi na fakt, że nie wszystkie komentarze bezpośrednio dotyczą samego tematu, poniżej pozwalam sobie wkleić przekopiowane fragmenty tekstu z innego Forum, gdzie opisałam własne przejścia, nader podobne do historii obu aktualnie komentujących Pań. Tytuł mojego szkicu, to:

Danusia albo epilog interesownej przyjaźni

Na razie jesteśmy w 1955 roku. Koniec czerwca, początek wakacji. Siostra Sąsiadki, pani Marcjanna, która zawsze wtedy, gdy nie prowadziła gospodarstwa mieszkającemu w stolicy synowi przychodziła pomagać swej wielickiej rodzinie, w ostatni piątek czerwca zakomunikowała mi rozradowana, że właśnie zaprosiła do Wieliczki swą sześcioletnią wnuczkę Danusię, która wprost nie może się doczekać, aby ze mną się bawić.
Jakoś nie przyjęłam tej wiadomości z entuzjazmem. Miałam bowiem trzy podwórkowe przyjaciółki w osobach Zośki, Krysi i Maryli, dlatego perspektywa nowej znajomości nie za bardzo [tu w okolicy serducha zapikała intuicja] przypadła mi do gustu.

„Ty Lidusiu – trajkotała pani Marcjanna – jesteś taką miłą, grzeczną, doskonale wychowaną dziewuszką, a Danusia też do ciebie podobna, więc na pewno przypadniecie sobie do gustu”.

Nie wiem, czy ja do tego gustu Danusi przypadłam, w każdym razie, obrzydliwe dziewuszysko, zaraz na następny dzień po przyjeździe, rozpoczęło na tymże podwórku zaprowadzać autorytarne porządki.

A tak zapowiadało się i niewinnie, i promiennie. Najpierw Danusia złożyła u mnie kurtuazyjną wizytę. Wypiła kakao z pianką, zjadła kawałek drożdżowego ciasta, wcześniej wręczywszy mojej Mamie wiązeczkę pachnących groszków, mnie natomiast tabliczkę mlecznej czekolady.

W poniedziałek, niczego złego nie przeczuwając, zwyczajowo popędziłam na podwórko. Tymczasem Danka rozsiadłszy się na kocu Zośki zawzięcie perorowała, natomiast zbite w kupkę dziewczynki bardzo pokornie tego czegoś słuchały. Gdy pojawiłam się cała szczęśliwa, to moje koleżanki natychmiast zaczęły mościć mi miejsce. Danusia jednak ze złym błyskiem w czarnym oku nieprzyjaźnie wrzasnęła:

„Co tu robisz? Nie przeszkadzaj! Nie widzisz, że jesteśmy zajęte?”

Konsternacja. Nie rozumiem, przecież kilkanaście godzin temu rozstawałyśmy się w najlepszej zgodzie; umawiałyśmy się na jutro; miałyśmy się bawić?
Usiłowałam coś powiedzieć; nie dała dojść do głosu. Zaczęłam płakać, co ją jeszcze bardziej rozeźliło. Chciały tłumaczyć koleżanki; zgromiła je wzrokiem, bowiem według Danusinego życzenia, „miałam stąd sobie pójść, i już!”.

Wstyd wracać do domu; łyso nie wiadomo komu się poskarżyć [„jaka Danusia sympatyczna”, wczorajszym wieczorem rozpływała się Mama]; co powiedzieć babci Marcjannie i w ogóle dokąd się udać, skoro musiałam kręcić się w zasięgu maminego wołania?
Klnąc po swojemu, zaszyta w głębi starego żupnego sadu, mamrałam w myślach: „No tak, teraz całe wakacje do dupy; po jaką cholerę tę gówniarę tu przyniosło, a wszystko przez starą idiotkę Stasiakową, której akurat zachciało się przyjeżdżać na lato do Wieliczki?”
Na dodatek wciąż trzeba było udawać, że wszystko w porządku oraz głupawo uśmiechając, w najlepsze potakiwać roześmianej jednym zębem Stasiakowej na temat wspaniałej [czytaj: zasranej] przyjaźni z jej wnuczką [choć gdyby „trafił ją na przykład szlag”, też nie miałabym nic przeciwko temu].

Lecz Danusia nie zawsze rządziła moimi koleżankami, bo kiedy znudziło się jej ich towarzystwo, bezbłędnie wyszukiwała okazję, aby sobą mnie zająć i najchętniej tkwić u mnie w domu, gdzie – niejednokrotnie przeczekując babcine furie - całymi godzinami przesiadywała na naszym balkonie, aż Rodzice nieraz delikatnie musieli ją wypraszać.
Niemniej, że „moje je moje”, więc gdy ponownie usiłowałam dołączyć do podwórkowego koleżeństwa, Danusia natychmiast mnie pędziła. „W czorty”, rzucała za mną skądś zasłyszane.

Po prawie czterech tygodniach idiotycznego udawania oraz łgania, pewnego razu wracałam z miasta z moją prawie-dwudziestoletnią-Siostrą. Ta odczekawszy uniżone, wraz z zanikiem na jej kredowobiałej facjatce fałszywego uśmiechu, dygnięcie Danusi, zapytała ją groźnie i bez ogródek:

„Jakim prawem przepędzasz od koleżanek Lidkę i kto ci na to pozwolił? A w ogóle, co ty masz tutaj do gadania i rządzenia? Wio, do swojej Warszawy i na swoje podwórze i tam się kokoś!”

Zawsze blada Danusia nagle spąsowiała i przytkała. Ula jednak nie dawała za wygraną:

„Myślisz, że nie widzę, jak moja mała siostra cierpi? Kto ci pozwolił, smarku jeden, tak nią poniewierać? To, że Lidka do niczego się nie przyznaje, wcale nie znaczy, że ja tego nie widzę?”

„Ależ, nie… Przecież my tu wszystkie Lidzię bardzo lubimy…”

„Nie kłam, wredna dziewucho! Jak się to nie zmieni, sama z tym zrobię porządek!”

Zachwycone koleżeństwo od razu pod trzepakiem zrobiło mi wygodne miejsce; w samym środku: na najmiększej kępce trawy.
Nie skorzystałam z zaproszenia, ponieważ Ula zawlokła mnie do domu na posiłek. Późnym wszak popołudniem wszystko wróciło do normy. Zośka, Krysia oraz Maryla czekały na kocyku Zośki. Danusia z ponurą miną krążyła po sadzie żupnym, po czym nakrzyczana i obita po tyłku przez babcię Marcjannę udała się z nią do ich mieszkania.

W listopadzie następnego roku, po długich i ciężkich cierpieniach, Danusia umarła na białaczkę. Kiedy babcia Marcjanna Stasiakowa opowiadała o jej chorobie oraz śmierci, prócz niej jeszcze bardzo płakała moja Mama i ja.

A teraz dochodzimy do drugiego, zawartego w tytule historyjki, segmentu, a mianowicie do
„interesownej przyjaźni”.


Zaczęło się od tego, iż wydawałoby się niemal dozgonna, pewna portalowa przyjaźń nagle rozpadła się w „drebiezgi” [zob. cytat-wprowadzenie], gdzie odpowiadam niedawnej „psiapsiółce Kachnie”:

„Na razie nie zaistniała pomiędzy nami żadna merytoryczna rozmowa. Niestety, jesteś takim typem urody, który zawsze czarująco się uśmiecha, gdy miewa - abstrahuję od finansów - jakiś swój choćby najmniejszy, za to dla Twojego komfortu psychicznego, istotny interes.
Dopóki trzeba było to czy tamto, byłam wręcz aniołem...
Teraz przestaję być potrzebna, więc zaczynam być pouczana, a nawet traktowana z sandała. I nie jest to bynajmniej moje spostrzeżenie, ale Pawła , któremu i Ty, i ja tak wiele zawdzięczamy.
I proszę, wskaż, w którym to miejscu [Twojego męża] dosłownie nazwałam "alkoholikiem?”

Albowiem nie tylko śp. Danusia traktowała bezobcesowo swoje małe koleżanki. Podobnie w stosunku do mnie uczyniła owa moja – wydawałoby się dozgonna – dojrzała, czy nawet przejrzała portalowa „przyjaciółka”, która nawet – jeżeli poczuła się urażona czy obrażona wpisem - sprawę mogła załatwić prywatnymi kanałami, z moimi - gdyby zaistniała potrzeba - przeprosinami na tytułowej stronie tegoż forum.

Lecz nie, bo oto przeczytałam w następnym komentarzu byłej ”przyjaciółki” słowa następujące:, „…aniołem jesteś dla mnie prywatnie; ciepłym i dobrym człowiekiem. Na portalu jednak obowiązują pewne normy…” [...]

Aha, poproszona o wyjaśnienie, o jakie jej te normy chodzi, pani Kasia już nie była w stanie wytłumaczyć. W związku z tym wysłałam owej pani prywatnego maila, z którego dowiedziała się tego, czego miała dowiedzieć. Z Serwisu też sobie poszłam :placze:

Dlatego ostatnia uwaga: ostrożnie, Drodzy Państwo, z zawieranymi „ad hoc” przyjaźniami. Ja za to płaciłam. I jako dziecko, i obecnie.
_________________
Na początku było Słowo (z Ewangelii św.Jana)
Ostatnio zmieniony przez Lidia Pon 03 Mar, 2014, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Maria 

Dołączyła: 05 Wrz 2010
Posty: 7684
Wysłany: Czw 06 Mar, 2014   

Mając chwilę czasu zajrzałam na portal i zdziwiwszy się pewną kolorową kreseczką, spróbowałam trafić na jakiś ślad - co tego było przyczyną. I oto trafiłam na ten artykuł, w którym na samym wstępie jest odniesienie niby do mojej skromnej osoby. Przyznam szczerze, że nic z tego nie rozumiem.
Albo Lidia mnie z kimś myli, albo ktoś używa mojego nicku (jakieś hakerstwo) i gdzieś tam pewnie jakieś coś wypisuje. Lidio - jeśli dobrze rozumuję - to przyjmij do wiadomości, że po prostu - nic z tego nie rozumiem, i Ciebie spotkałam dopiero tutaj w Ogrodzie Ciszy. Chyba, że gdzieś tam występujesz pod innym nickiem, ale powyższy artykuł mnie nie naprowadził na żadną ścieżkę.
Tyle. Nic więcej nie dodam, bo nie wiem o co chodzi.
 
 
Jan Stanisław Kiczor 
Administrator


Wiek: 71
Dołączył: 27 Sty 2009
Posty: 15536
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią 07 Mar, 2014   

A może Mario, jesteś tylko zbyt przewrażliwiona, a powyższa opowiastka ciebie zupełnie nie dotyczy i niepotrzebnie doszukujesz się w niej jakiegoś "drugiego dna", aluzji itp?

Pozdrawiam.
_________________
Imperare sibi maximum imperium est

„Dobry wiersz zdarza się rzadziej / niż zdechły borsuk na drodze (…)” /Nils Hav/
 
 
Maria 

Dołączyła: 05 Wrz 2010
Posty: 7684
Wysłany: Pią 07 Mar, 2014   

Być może Janie tak jest jak piszesz, zatem rozmyślanie nad tym tematem skończone.
Również pozdrawiam.
 
 
Mariola Kruszewska 
emde


Dołączyła: 24 Lip 2008
Posty: 12455
Skąd: Mińsk Mazowiecki

Wysłany: Pią 07 Mar, 2014   

Mario, na pewno nie o Ciebie chodzi.
_________________
Ojcze nasz, (...) przyjdź królestwo Twoje.
https://www.youtube.com/watch?v=suybH3mKsgA
Nie uczę, nie mam patentu na rację. emde
 
 
Maria 

Dołączyła: 05 Wrz 2010
Posty: 7684
Wysłany: Wto 11 Mar, 2014   

Mariolu, dzięki. Ale moje powątpiewanie się zrodziło w momencie, gdy zauważyłam Lidii dodatkowy wpis, o treści:
Cytat:
Dotyczy niektórych komentarzy pod wierszem Marii "Sąsiadko,Ukraino"


Lecz skoro wszystko stało się jasne, nie ma sprawy.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Wsparcie techniczne: e-matteo.pl
Akagahara style created by Naddar modified v0.8 by warna
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 13