Forum literackie Ogród Ciszy Strona Główna
 Strona Główna  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Rejestracja  Zaloguj  Album  Download

Poprzedni temat :: Następny temat
Rzeczywistosc, cz. II
Autor Wiadomość
Michael 

Dołączył: 21 Paź 2009
Posty: 1446
Skąd: Sycylia
Wysłany: Pon 09 Kwi, 2018   Rzeczywistosc, cz. II

 Pytanie to obejmowalo sferé prywatná. Bowiem w firmie, z którá dziesiéc lat temu zwiázala swoje zawodowe losy, przynalezala do grona zarzádu. Nic wiéc dziwnego, ze w jej odczuciu zmiana niosa ze sobá zbyt duze ryzyko. Co prawda, wyznawala zasadé starozytnych Rzymian, iz "Smialym szczéscie sprzyja", jednak przeprowadzone kilkakrotnie analizy za kazdym razem wykazywaly przewagé potencjalnych strat. Trudnosc wiázala sié takze z tym, ze byl to jedyny duzy producent w okolicy jej zamieszkania. Ponadto, po tylu latach przyzwyczaila sié do wspólpracowników i podwladnych, przy czym to drugie grono równiez mialo staly charakter. Z niewielkimi - rzecz jasna od czasu do czasu - zmianami. 

 Doskwierajáca jej z biegiem lat coraz bardziej bolesnie nierównowaga w myslach i uczuciach powodowana byla przez mézczyzné, za którego wyszla. Bédác osobá rozwazná i ostrozná, istotne zyciowo decyzje podejmowala - jak rzeczono wczesniej - po dlugim namysle oraz analizie wlasnych i cudzych uczuc. Jednakze tutaj rzeczywistosc pierwszych lat malzenstwa - takze po narodzinach Oli - zdawala sié potwierdzac slusznosc podjétej decyzji. Oboje wciáz dbali o codziennosc, ba: czynili to wytrwale i cierpliwie pomimo, iz wspólna przeszlosc liczyla coraz wiécej dni. Owszem, bywalo emocjonalnie i to nawet dosc czésto, ale kladla to na karb ich trudnych charakterów. Ale wcale nie to dokuczalo jej najbardziej: wybuchowosc potrafila zrozumiec i z wybuchowosciá potrafila sié godzic. Niemniej z coraz bardziej odczuwalná obojetnosciá emocjonalná ze strony méza nie radzila sobie prawie wcale. Wczesniej, kierujác sié zarówno umyslem jak uczuciami, starala sié go rozumiec i okazywac wiécej troskliwosci i ciepla w nadziei, ze to przeciez chwilowe... ze to sié zmieni. Ze przeciez da radé, jak tyle razy poprzednio, bo w koncu nic zlego sié nie dzieje. Niestety: dzialo sié. Gorycz rosla w niej niezauwazalnie, z kazdym dniem podsycana brakiem rozmów i niemal calkowitym brakiem romantyzmu, którego zresztá i tak nigdy nie bylo zbyt wiele. Brakiem codziennego ciepla, zastápionego prawie calkowitym skupieniem sié przezen na obowiázkach rodzicielskich i finansowych. Mijaly dni, skladajáce sié na tygodnie, miesiáce i lata, wsród nich jej urodziny i imieniny, a ona nie mogla doczekac sié nie tylko kwiatów, ale i sprawiajácych prawdziwá radosc prezentów. Juz zapomniala, jak to jest byc zapraszaná na kawé i obiad, czy do kina lub teatru. Jak to jest spédzac urlop naprawdé rodzinnie, a nie córeczká obok czlowieka, który stal sié zyjacym z niá pod jednym dachem kawalerem. Zaciskala zéby z myslá o Malej i z myslá o trwalosci tego, co wtedy uwazala za malzenstwo. Przeciez slubowalam: nie poddam sié, nie mogé sié poddac! - powtarzala sobie ze lzami w oczach, zasypiajác sama bez chociazby jednego jedynego pocalunku na dobranoc. A gorycz wzrastala, tak samo jak liczba dni, które coraz bardziej postrzezenie odchodzily. Jak wieczory, których pustka i chlód uswiadamialy jej coraz dotkliwiej beznadziejnosc sytuacji.

 Niemniej nadal wierzyla. I próbowala wszystkiego, co tylko przyszlo jej na mysl. Radzila sié rodziców i rozmawiala z tesciami. Chcác odzyskac wewnetrzne sily i spokój, modlila sié i medytowala. Powodowana wiará, w ciágu dni skladajácych sié na minione tygodnie, miesiáce i lata, wiele razy usilowala podejmowac rozmowy o niedostatkach ich zwiázku. O tym, czego jej brakuje. Czego pragnie. O tym, ze zatankowany co weekend do pelna zbiornik samochodu, zaplacone w grudniu rachunki do marca wlácznie i ekstra hotel na czas urlopu, kiedy wystarczylby po prostu dobry, nie zrównowazá jej braku ciepla i zainteresowania. Ze po prostu czuje sié niekochana i zaniedbywana, a koncentracja uczuc i uwagi na dziecku i finansach nie wystarczy, by ich zwiázek nadal mozna bylo nazywac rodziná. Jednak kazda podjécia rozmowy spelzala na niczym: on albo przyjmowal postawé obronná i zaczynal burczec, ze przeciez pracuje, zarabia, opiekuje si e dzieckiem i ma prawo byc zméczony, albo w ogóle nie podejmowal tematu i przy pomocy pilota do telewizora chowal sié za zasloná milczenia. Ona zas szla spac z poglébionym o stopien poczuciem bezsilnosci. 

 Ból narastal. Mimo wysilku, aby nad nim zapanowac i aby go ukryc: jesli nie przed samá sobá, to chociaz przed dzieckiem. Ze wszystkich sil starala sié trzymac fason równiez w biurze, uwazajác ze nie ma powodu obarczac kolezanki osobistymi klopotami. One z kolei milczaly, nie chcác okazac sié wscibskimi. Milczaly, mimo ze zauwazyly juz dawno, iz jej jasne oczy pozostajá smutne nawet wtedy, gdy przywoluje na twarz usmiech. Trwalo to na tyle dlugo, ze milczenie stalo sié bardziej wymowne od slów. W koncu, gdy powaznie zaniepokojona szefowa chciala wymusic na niej tydzien urlopu wraz z obietnicá, ze wróci do pracy taka, jaká byla dawniej, uznala, ze nie ma specjalnego wyboru.

 Gdy skonczyla przerywaná szlochem opowiesc, kolezanki tylko popatrzyly po sobie i pokiwaly glowami. 
 - No tak, slowem nic dziwnego pod niebem, o dázeniu do którego tyle mówi Kosciól - odezwala sié sarkastycznie jedna z nich. Monika: Natalia wiedziala o niej tyle, ze miala raczej pozakatolicki swiatopoglád. 
 - Widzé, ze trzeba ci powiedziec wprost, co powinnas zrobic. Malo tego: poinstruowac cié i dopilnowac, abys zrobila to, co robi sié w takiej sytuacji.
 - Nie chcesz chyba powiedziec... - zaczéla Natalia, ale ta natychmiast jej przerwala.
 - Wlasnie chcé. I powiem - wpatrzyla sié kolezance w oczy. - Nie ma to jak byc szczésliwá, prawda? Czego niestety nie mogé powiedziec o tobie. Pozostalo mi zatem cié przypilnowac. Nam przypilnowac - poprawila sié zdecydowanym tonem - abys znów byla szczésliwa. A do tego potrzebny jest ci odpowiedni facet. 
 - Przeciez mam méza - bez przekonania odciéla sié Natalia.
 - Mialas méza, gluptasie - z naciskiem na "mialas" zaprzeczyla Monika. Mialas. Teraz czas spojrzec prawdzie w oczy, ze to przeszlosc. Wiem, ze cié boli. I wiem, jak bardzo. Ale jesli nie zaczniesz patrzec w przyszlosc i nie poszukasz kogos, kto bedzie odpowiedziá na twoje uczuciowe potrzeby, bédzie bolalo o wiele bardziej. - Znów spojrzala Natalii w oczy. - Wiéc znajdz sobie faceta. Nowego.
 - No nie, ale masz pomysl - Natalia zareagowala odruchowo. - Niby gdzie i kiedy mam go znalezc? A co z domowymi obowiazkami?... - urwala, czujác na sobie ironiczne spojrzenia kolezanek.
 - Hm, pomyslmy... - a moze tak gdzies wyjdziesz? - z kpiarskim usmiechem podsunéla jej Monika. - Do kawiarni i rozejrzysz sié? Na film i rozejrzysz sié? Do teatru i...
 - rozejrzysz sié - podchwycila Natalia. Wszystko dobrze, tylko co bédzie, gdy máz zauwazy?
 - I na tym polega twoje zadanie: przestac sié nim przejmowac. Tym, co pomysli, powie i zrobi. - Wyraz twarzy i ton Moniki stawaly sié coraz bardziej sarkastyczne. - On tobá niespecjalnie sié przejmuje; zauwazylas, prawda? Wiéc po prostu wez z niego przyklad i pocwicz. Krok za krokiem, nieustannie. Zamknij umysl na niego i otwórz na siebie. Zacznij myslec o sobie i zajmij sié sobá. Dokladnie jak on.
 - Zaraz, chwila. Przeciez jest dobrym ojcem... pracuje... zarabia...
 - A ty nie? - kolezanka zareagowala natychmiast. Róznica polega na tym, o czym doskonale wiesz: ty oprócz Oli i domu dbasz o niego, on zas o ciebie wcale. Tez opiekujesz sié malá. Pracujesz tyle samo godzin co on i tez dojezdzasz do pracy. Zarabiasz podobnie. Przypomnij, bo jakos mi ucieklo: kiedy ostatnio ugotowal ci co, co lubisz? Posprzátal caly dom? - Kontynuowala. - Kiedy przyniósl ci kwiaty? Kiedy kupil ulubione wino i zaproponowal wspólny wieczór przy kieliszku? Mam wyliczac dalej? - Kiedy... - zreflektowala sié w poré. - No, tu juz sama wiesz, co. - A raczej juz nie wiesz, bo zapomnialas, tak dawno to bylo. Zrozum: nie negujé jego zalet i nie przekreslam staran. Chcé ci unaocznic jedno: obiektywny stan rzeczy. To, ze go nie zmienisz, bo po prostu cié nie slucha. Uwaza, ze wystarczy tak, jak jest i nie chce, abys oden oczekiwala wiécej. A ze wlasnie w tym tkwi problem, dlatego masz tak, jak masz. Dlatego rozmawiamy. I - zawiesila glos - dopóty bédziesz tak miala, dopóki nie zrobisz tego, co ci proponujemy. To nie jest tylko moje zdanie, ale zdanie nas wszystkich, jak tu siedzimy. - Popatrzyla po twarzach kolezanek. Przytaknély. 
 - To jaki chcesz zrobic pierwszy krok? - zapytala. 
 - Mm... - Natalia zawahala sié chwilé. - Moze dzis kupié sobie kwiaty. 
 - Dzis kupisz sobie co? - Monika zmierzala do konkretu. 
 - Bukiet bialych róz - odparla Natalia, usmiechajác sié na samá mysl o przyjemnosci, jaká sobie sprawi. - Chociaz... wlasciwie najchétniej kupilabym dwa: po jednym do sypialni i salonu. Ale wtedy same wiecie kto móglby uznac, ze to dla niego. Wiéc kupié tylko jeden. I... - zastanowila sié.
 - I? - Monika taktownie odczekala dluzszá chwilé.
 - I pudeleczko rózanych kadzidelek, aby milosc sama do mnie przyszla - Natalia rozpromienila sié jeszcze bardziej.
 - I przyjdzie. Uwierz mi, ze przyjdzie juz niedlugo... ona jest gdzies blisko. Czujé to. - Monika usmiechnéla sié pokrzepiajáco. Tylko pozostan otwarta, bo nie wiesz dokladnie, kto i kiedy zechce ci já ofiarowac. Moze to sié stac z najmniej oczekiwanej strony. 
 - Mówisz? - Natalia usmiechnéla sié ponownie i usmiech ten zagoscil takze w jej oczach.
 - Ano mówié - mina kolezanki zdawala sié kryc jakis sekret. - Pewnie. 
Ostatnio zmieniony przez Michael Pon 09 Kwi, 2018, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Wsparcie techniczne: e-matteo.pl
Akagahara style created by Naddar modified v0.8 by warna
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 13