Forum literackie Ogród Ciszy Strona Główna
 Strona Główna  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Rejestracja  Zaloguj  Album  Download

Poprzedni temat :: Następny temat
Rzeczywistosc, c.d.
Autor Wiadomość
Michael 

Dołączył: 21 Paź 2009
Posty: 1482
Skąd: Sycylia
Wysłany: Czw 05 Lip, 2018   Rzeczywistosc, c.d.

Tydzien pózniej zwrócila uwagé na pewnego mézczyzné. Mialo to miejsce w kawiarni, do której zawsze lubila zagládac i którá - od czasu ostatniej rozmowy z bylym, a wlasciwie monologu, którego ów wysluchal jak oniemialy - regularnie odwiedzala. Przychodzác tam, zajmowala raz jeden, raz drugi stolik, zaleznie od dostépnosci. On natomiast, jak sobie w tej chwili uswiadomila - albo krécil sié za barem, albo siedzial przed laptopem w bocznej sali, bedác niewidocznym dla wiékszosci klientów. Jej wzrok zatrzymala nie tyle jego powierzchownosc - pod tym wzgledem, przynajmniej wedlug niej - niespecjalnie sie wyróznial - ile raczej oficjalny strój: elegancka koszula zawsze, czasem marynarka. Pewnie menadzer albo sam szef; zamknéla swoje mysli w jego kwestii.
Gdy podeszla do niej kelnerka, poprosila o kawé latte macchiato z dodatkiem syropu pomaranczowego i sernik po wiedensku plus goracy mus malinowy. Ta przyjela zamówienie z naturalnym, jak wszyscy pracownicy tutaj, usmiechem.
- Przyniosé, kiedy wszystko bédzie gotowe - powiedziala.
Natalia zas pográzyla sié w rozmyslaniach; nieco chaotycznych co prawda, ale czy osobiste rozwazania muszá byc uporzádkowane?
- No i popatrz sama - wystartowaly jej mysli - tyle wspólnych dni, tygodni, miesiécy i lat trafil szlag. Wziély smiertelnie w leb plany, marzenia i nadzieje na udaná przyszlosc. Po prostu zajefajnie. Wszystko przez niego, do tysiáca diablów! - mysli Natalii upostaciowaly sié we wscieklá blyskawicé. - Staralam sié jak moglam, a on musial to spieprzyc!
- Bylem zmeczony twoim ciáglymi nagabywaniami! - w tok jej refleksji wláczyl sié glos bylego. - Nie moglas tego po prostu zrozumiec?! I przestac? Musialas gadac i gadac, zamiast dac mi odpoczác? Skád wniosek, ze niczego nie dostrzegalem?? Bylo tyle weekendów...
- ... w które tez nie miales ochoty rozmawiac - dokonczyla. - A poza tym nie tylko o to chodzi, ani o negatywne emocje... a przynajmniej nie do konca. Nie pobralismy sié z dnia na dzien! Wiedziales, jaka jestem! Wiedziales, ze potrzebujé romantyzmu: kwiatów... pamiéci o osobistych swiétach... zaproszen do kawiarni... rozmów... zrozumienia... przytulania i czulosci... serca! serca!! A ty o tym wszystkim zapomniales! I zachowywales sié tak, jakbys tylko ty bywal zméczony!
- Bo bylem, do k... nedzy! - przerwal Natalii wybuch jego emocji. - Pracá tak samo jak ty, a najbardziej tym, ze nie widzialas moich staran!
- Nieprawda, widzialam! - i jej emocje przeszly na wyzszy poziom. - Ale - nie tylko - tego - potrzebowalam! Rozumiesz, glupku?! Nie pozwoliles mi tego sobie powiedziec! Nigdy, przez tyle lat! Stales sié za to wygodny! To teraz masz!... a wlasciwie mamy!... dwie drogi zamiast jednej!
- I co teraz?... - jego ton stal sié nagle zrezygnowany.
- Nic teraz!!! - zal i gorycz Natali siégnely zenitu. - Teraz pójdziemy kazde w swojá stroné! Ty zostaniesz w mojej pamiéci z etykietká: "Tak konczy ktos, komu przestaje zalezec!" A ja poszukam sobie kogos, kto bedzie o mnie dbal! Slyszysz?! Dbal!! Kochal! I pamiétal o moich potrzebach!
- To tak?! - glos bylego eksplodowal wscieklym zgrzytem. - Niech tylko dowiem sié kto to, rozkwaszé mu pysk!
- Juz ja sobie znajdé takiego, któremu nie dasz rady! - mysli Natalii przeksztalcily sié w obraz jej wykrzywionej zlosciá twarzy. - Wiéc - nie - próbuj! - wycedzila najzimniej, jak tylko umiala.
- Prosze pani... - glos kelnerki wyrwal já z wewnétrznego odrétwienia. - Czy wszystko w porzádku?
- Tak... tak, dziékujé. W porzádku - potrzásnéla glowá, odganiajác reszté mysli.
- Dobrze wiéc - dziewczyna usmiechnéla sié ponownie. - Pani zamówienie jest juz gotowe. Zaraz przyniosé.
- Dziekujé - Natalia odwzajemnila usmiech. - A ja w tym czasie grzecznie poczekam.

Po paru pierwszych lykach kawy znów pográzyla sié w rozmyslaniach.
- Eeech - westchnéla - emocje emocjami, ale co ja wlasciwie mam teraz zrobic? Posluchalam Moniki, odcielam sié od méza - i co dalej? Minál tydzien, wciáz nie mam nikogo, a przychodzác tutaj tracé tylko czas! - nerwowym ruchem odepchnéla od siebie talerzyk z nietkniétym sernikiem.
- Proszé pani, czy cos nie w porzádku? - kolejne zamyslenie przerwal jej tym razem méski glos. - Podniosla powoli wzrok, domyslajác sié, kogo zobaczy przy swoim stoliku.
- Proszé wybaczyc male najscie, niemniej kelnerka zwrócila mi uwagé na pani niepokój... a chcialbym, aby wszyscy goscie czuli sié tu dobrze.
- Nie, nie, wszystko ok - Natalia usmiechnéla sié z zazenowaniem. - A co do lokalu, trudno czuc sié w nim zle - jej kolejny usmiech byl juz bardziej swobodny.
- Milo uslyszec - odparl - ze goscie doceniajá nasze starania. W tym pani, zwlaszcza ze czésto nas pani odwiedza.
- Zatem - zebrala sié na odwagé - menadzer czy wlasciciel?
- Mm... racja, prosze wybaczyc przedstawieniowe faux pas - usmiechnal sié lekko. - To drugie. Co w praktyce oznacza i pierwsze. A ponadto Mark - dokonczyl prezentacji.
W odpowiedzi wyciágnela dlon, równiez podajác imié. Usmiechnál sié.
- Skoro prezentacjé mamy za sobá, pozwoli mi pani na malá przerwe w obowiázkach?
- Oczywiscie, proszé usiásc - Natalia szybko przelknéla odruchowá odmowé. - A wiéc - oparl lokcie na stole, a podbródek na dloniach - co paniá sprowadza do nas tak czésto? W dodatku samá? Przeciez to niemozliwe, aby kobiecie takiej jak pani nie mial kto towarzyszyc...
- A jednak tak wlasnie jest - utkwila wzrok w nietkniétym serniku. - Niestety.
- W takim razie przepraszam, naprawdé... - zaklopotal sié jej rozmówca. - Nie wiedzialem, bo i skád?... Nie chcialem pani urazic.
- Teraz juz pan wie.
- To moze mogé zaproponowac pani jeszcze jedná kawé? - spróbowal ratowac sytuacjé. - Na frasunek do sernika? Oczywiscie gratis.
- Nie, nie, dziékujé bardzo... - Natalia nadal nie podnosila wzroku. - Nie chce robic klopotu...
- Alez co tez pani? Przeciez to zaden klopot - zerwal sié z krzesla, ucinajác dalsze protesty. - Zyczy pani sobie jeszcze raz taká samá? Z tym samym syropem?
- Tak, proszé - w koncu spojrzala na niego. - Pan... panstwo sá tak mili... Dziékujé.
Po niecalych dziesiéciu minutach Mark postawil kawé na jej stoliku.
- Proszé bardzo, pani Natalio. I to - miseczka gorácych malin pojawila sié w miejsce wystyglej. - Proszé wybaczyc, ale obowiázki wzywajá. Milo bylo z paniá porozmawiac - pozegnal sié.
- Oczywiscie Mark, niech pan idzie - Natalia podniosla sié z usmiechem. - Jeszcze raz dziékujé. Za towarzystwo i kolejná kawé.
- Nie ma za co.
   Odprowadzila go wzrokiem i zarumienila widzác, jak zatrzymuje sié przy kelnerce, która já obslugiwala i cos mówi, lekkim ruchem glowy wskazujác na niá.
   - Ciekawe, co jej powiedzial - przemknélo Natalii przez mysl.
   - Nie sádzisz, ze przydaloby sié dowiedziec? - nastépna mysl zabrzmiala glosem Moniki. - Bo przeciez to bylo ewidentnie o tobie.
   - Zaczekam, moze sam mi to powie - odpowiedziala sama sobie.
   Wypiwszy drugá kawé i zjadlszy sernik, Natalia podniosla sié z krzesla i podeszla do baru, aby zaplacic. Widzác to, obecna tam kelnerka - nie "jej" - zajrzala na zaplecze. Jak sié okazalo, przywolywala Marka.
   - Natalio, pani juz idzie? - spojrzal jakby nieco zawiedziony.
   - Muszé, Mark, juz na mnie pora - usmiechnélo já jego rozczarowanie.
   - Skoro tak... ale prosze o nas koniecznie pamiétac. Mogé... mozemy na paniá liczyc?
   - Mozemy na paniá liczyc? - powtórzyla z usmiechem "jej" kelnerka, wychodzác z zaplecza. 
   - Oczywiscie, ze pan moze - zapewnila Natalia. - Mozecie - powtórzyla za ich przykladem. - Zatem... do kolejnej kawy.
   - Do kolejnej - odpowiedzieli.

                                            x                 x                x 

   Gdy, nadal podekscytowana, dotarla do pracy nastépnego poranka, z miejsca pochwalila sié przebiegiem poprzedniego wieczoru.
   - Co o tym sádzimy? - Monika, usmiechajác sié szeroko, odpowiedziala jej pytaniem na pytanie. - Chyba wazniejsze jest, co ty sama o tym sádzisz. 
   - Hm... - Natalia zawahala sié. - Niby wygláda, ze ma to szanse powodzenia, ale czy rzeczywiscie tak jest? I czy to nie za duze ryzyko?
   - Niby? Wygláda? - kolezanka zachnéla sié, spogládajác na niá karcáco. - Ryzyko jest zawsze. Ale pewne jest tez to, ze teraz wszystko zalezy od ciebie. Mozesz spotykac sié z nim i rozmawiac kiedy chcesz - a co za tym idzie, dowiedziec sié wszystkiego, co chcesz. I powiedziec mu, co chcialby wiedziec. To optymalna sytuacja: masz go tuz obok siebie. Na wyciágniécie réki. No pomysl sama: Czy to nie oczywiste? - Odczekala chwilé i dla lepszego efektu powtórzyla:
   - Czy to nie oczywiste?  

X X X

Minély dwa tygodnie. W ciágu tych dni Natalia grutownie przemeblowywala swoje dotychczasowe zycie: zarówno w wymiarze fizycznym, jak wewnétrznym. Poprzestawiala w domu wszytkie meble, zádajác stanowczo od bylego, zeby nie wazyl sié protestowac i przeszkadzac, o pomaganiu nie wspominajác. Jedna pomoc z twojej strony - zaznaczyla wyraznie - moze sprowadzic sié do opieki nad Olá i do niczego wiécej. Uczynila tez pewien - wbrew pozorom wiele mówiácy - gest, obiecujác sobie solennie, iz bédzie milczec o nim w pracy i poza niá dotád, az przez osoby trzecie zostanie on zauwazony. W sferze mentalnej natomiast coraz bardziej nastawiala sié na samorealizacjé, nadal bardzo drobiazgowo analizujác swoje uczucia.
Gdy nadeszlo piátkowe popoludnie, Natalia zyczyla kolezankom udanego weekendu i przepelniona radosnym oczekiwaniem nielaze pobiegla do ulubionej kawiarni, zostawiajác samochód na przyfirmowym parkingu. Chwilé po tym, jak zajéla jeden z wolnych stolików, podeszla do niej "jej" kelnerka.
- No, nareszcie zjawila sié pani u nas - zartobliwie zapretensjowala. - Czy wszystko w porzádku?
-Wiem, wiem - Natalia usmiechnéla sié w odpowiedzi - ze troché to trwalo. Przrpraszam.
- Cóz zatem teraz - "jej" kontynuowala - pani sobie zazyczy? Tradycyjnie Latte macchiatto?
- Tak, poproszé; ale tym razem z syropem nie pomaranczowym, a karmelowym. Do tego szarlotké z lodami waniliowymi. W koncu znowu tu jestem - usmiechnéla sié ponownie - a to nalezy uczcic.
- Tradycyjnie wiéc proszé mi dac dziesiéc minut - kelnerka odwzajemnila usmiech.
Kiedy tak czekala rozgládajác sié po kawiarnianej sali, z zaplecza wyjrzal Mark. Pomachal do niej na powitanie, powiedzial cos do przygotowujácej zamówienie kelnerki i schowal z powrotem. Po nastépnych piéciu minutach zjawil sié z zamówieniem.
- Natalio, milo mi paniá znów widziec - postawil na stoliku kawé i ciastko. - Co u pani dobrego?
- Mnie równiez milo u pana goscic, Mark - odparla.
- Zatem, co u pani? - przysiadl sié. - Dlugo pani do nas nie zagládala...
- Pan zartuje, Mark. Przeciez to tylko dwa tygodnie. Czyzby pan sié stésknil?
- A jednak to dlugo - powtórzyl.
Nie uciekla ze spojrzeniem na tyle szybko, na ile chciala. Na ile w swoim mniemaniu powinna. Udal, ze tego nie dostrzegl.
- Natalio, dobrze uslyszec, ze u pani wszystko w porzádku - ponownie zagail.
- Mozna tak powiedziec. Wykorzystalam ten czas, aby paré spraw uporzádkowac. I nieco przemyslec - dodala po chwili zastanowienia.
- Zatem - odezwal sié po kolejnej chwili jej milczenia - do jakich pani doszla wniosków?
- Dokladnie rzecz biorác - do jednego. Wydaje mi sié, Mark... - z mysli na mysl zbierala sié na smialosc - wydaje mi sié, ze... ze dobrze byloby o czyms porozmawiac. Bo widzi pan... nie jestem czegos pewna, a chcialabym byc.
- Natalio - przysunál sié z krzeslem blizej - co prawda nie bardzo wiem, czego pani chcialaby byc pewna. Niemniej zgodzé sié co do jednego: porozmawiac byloby dobrze.

Rozmowa trwalaby pewnie krócej, gdyby nie naturalne przeciez emocje obojga. W któryms momencie jednak swobodne wyrazanie mysli stalo sié dla Natalii zbyt trudne, nawet pomimo zdecydowanego charakteru i wyraznych staran. Widzác to, Mark siégnál po spoczywajáce na stoliku jej dlonie. Siégnál i przytrzymal dluzszá chwilé.
- Alez Mark, co tez pan... - wyszeptala, nie mogác jakos podniesc wzroku.
- Natalio, powinienem chyba powiedziec to samo - stwierdzil zartobliwym tonem, odrobiné tylko rozluzniajác uscisk. - Co tez pani.

X X X

Wróciwszy do domu i polozywszy Malá spac, Natalia napelnila wanné, chcác przed zasniéciem wrócic - analitycznie, jak to ona - do tegowieczornych emocji. Wrócic, a zarazem nieco je wyciszyc. Zanurzyla sié po szyjé w pachnácej lawendá wodzie i przymknéla oczy. Mysli i emocje pchaly sié bezladnie, jedna przez drugá, pod jej zamknéte powieki. Widziala raz siebie, jak zapatrzona w sciané odcina widelczykiem késy szarlotki... raz bylego, ale niewyraznie, bo czésciowo przysloniétego jakby burzowym oblokiem... raz Marka, jak stawia kawé na jej stoliku... potem znów siebie, z niesmialym usmiechem spogládajacá mu w oczy... potem rozblysk emocji , gdy omal zerwala sié z krzesla tuz po tym, jak ujál jej dlonie... potem "swojá" kelnerké - a tak wlasciwie, po co tu ona?... potem barowá ladé z wyjsciem na zaplecze i glos Marka, lagodny, a zarazem stanowczy... potem znów ich splecione dlonie...
- A co- ni stád, ni zowád jej mysli zabrzmialy ironicznie glosem bylego, az niá rzucilo - jak odejdziesz do niego, a on zostawi cié po jakims czasie? Albo samá, albo z waszym dzieckiem? Pomyslalas o tym?...
- Nie mác mi i nie wtrácaj sié, troskliwy sié znalazl! - uciszyla go gniewnie. _ Po tym, co przezylam z tobá, zaryzykujé! A zebys wiedzial! A poza tym, to nie twoja sprawa... juz nie. Chcialam byc szczésliwa z tobá... ale widziales swoje szczéscie inaczej: nie razem ze mná, ale obok mnie, chociaz pod jednym dachem! Mam tego dosc! Nie chcé juz dluzej! Nie potrafié i nie mogé, chocbym chciala!
- A jak... - glos spróbowal ponownie. Tym razem mniej pewnie. Ponownie mu przerwala.
- To bédé - ton Nataliii stal sié stanowczy jeszcze bardziej - szczésliwa chociaz przez ten czas. Ile by to nie trwalo! Obiektywnie bédzie to dla mnie lepsze niz znosic twoje chlód i obojétnosc. A zresztá - dobrze wiesz, ze umiem sié starac!
- Poczekaj, poczekaj - glos znów zakpil. - Jescze nie wiesz o nim wszystkiego! Urzádzi cié tak, jak ty mnie...
- No to sié dowiem. I zamilknij w koncu! - odgryzla sié wsciekle. - A skoro juz tak silisz sié na obiektywizm, to powiedz mi: co mam do stracenia? Nas juz odbudowac sié nie da! To moze dom na kredyt? Zmarnowane uczucia? Minione lata? One i tak przeszly! Wiéc moze chlód z twojej strony? Pustké? No?! - urwala, czujác wilgoc pod powiekami.
- Natalio, proszé... - jej emocje wrócily glosem Marka.
Przypomniala sobie chwilé, gdy szybko otarla przy nim lzy, wstydzác sié, ze je widzi... i to, ze sié zaczerwienila. Jak po chwili wahania dokonczyl pewnym tonem, po raz pierwszy wtedy ujmujác jej dlon. - Proszé nie wstydzic sié uczuc.
Czujác, ze goráca woda zrobila swoje i ze zaczyna przysypiac, Natalia podniosla sié i siégnéla po plaszcz kápielowy. Gdy owiniéta nim usiadla w salonie przed telewizorem, aby ostygnác przed pójsciem spac, przypomnialy sié jej ostatnie chwile ich rozmowy.
- Natalio, pani jest bardzo silná osobá. Uparcie usiluje pani sobie sama ze wszystkim poradzic. To zrozumiale i naturalne: nikt (albo malo kto) nie chce przyznawac sié do slabosci. Nazywa sié to ladnie "trzymaniem fasonu", prawda? Wszystko i zawsze w porzádku, tak? Chocby swiat walil sié na glowé. Jednak w gruncie rzeczy to bez sensu. Proszé wiéc naprawdé wziác sobie do umyslu i do serca, ze pani wytrzymalosc tez ma granice. I jesli nie chce pani sobie powaznie zaszkodzic, proszé zdac sié na kogos bliskiego. Podzielic sié klopotami, tak jak robi to pani teraz.
- Ale, Mark - odpowiedziala mu wtedy- ja nie mam nikogo takiego. Kolezanki w pracy sá pomocne, to prawda... ale to raczej dobra znajomosc, niz naprawdé bliskosc. Majá swoje zycie, rodziny, sprawy. A pan? Pan pozwala mi tu przychodzic, relaksowac sié, wygadac. Ale pan jest...
- No wlasnie - wyczekal wlasciwy moment, aby wpasc jej w slowo. - Jestem. Jestem takze zdania, iz przydalaby sié jeszcze jedna rozmowa. - Mimo zartobliwego tonu czula, ze mówi najzupelniej powaznie. Wyciágnál do niej réce. - Co najmniej jedna.
Ostatnio zmieniony przez Michael Czw 12 Lip, 2018, w całości zmieniany 7 razy  
 
 
Oremus 

Dołączył: 05 Wrz 2014
Posty: 662
Wysłany: Pią 06 Lip, 2018   

Ciekawie rozwijająca się fabuła, bardzo dobre dialogi.
Serdecznie pozdrawiam.
 
 
Michael 

Dołączył: 21 Paź 2009
Posty: 1482
Skąd: Sycylia
Wysłany: Pon 09 Lip, 2018   

Oremusie, dziéki bardzo za przeczytanie i pozytywny komentarz. :-D
Co u Ciebie? Piszesz cos nowego?

Dodalem przed chwilá nastépny fragment jako ciág dalszy. Nie jestem pewien, czy z formalnego punktu widzenia tak jest dobrze; czy raczaej nie powinienem umiescic go w nowym poscie, Niemniej: na ten raz niech tam.

Pozdrowienia,


M.
 
 
Oremus 

Dołączył: 05 Wrz 2014
Posty: 662
Wysłany: Pon 09 Lip, 2018   

Cześć,
myślę, że bywalcy portalu wracają do tekstów wielokrotnie, więc bez obaw, każdy musi zauważyć, że Twoja proza rozrosła się o kawałek. Bardzo mnie ciekawi, w jakim kierunku poprowadzisz swoich bohaterów.
Co do mnie, męczę się od dłuższego czasu nad jednym pomysłem, który wraca do mnie jak sezonowe szaleństwo, i boję się, że znowu pozwolę mu odpłynąć na czas nieokreślony.
Serdecznie pozdrawiam.
 
 
Michael 

Dołączył: 21 Paź 2009
Posty: 1482
Skąd: Sycylia
Wysłany: Wto 10 Lip, 2018   

Czesc.

Skoro wraca, to wiesz, ze nie bez powodu - zatem, moze warto nie dac sié temu pomyslowi dluzej méczyc? :-D

Dziéki za zainteresowanie; zas co do kierunku drogi bohaterów, z czasem odpowiem na Twoje pytanie. Czas wiéc nieco dopisac.

Pozdrowienia,


M.
Ostatnio zmieniony przez Michael Wto 10 Lip, 2018, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Wsparcie techniczne: e-matteo.pl
Akagahara style created by Naddar modified v0.8 by warna
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 14