Forum literackie Ogród Ciszy Strona Główna
 Strona Główna  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Rejestracja  Zaloguj  Album  Download

Poprzedni temat :: Następny temat
Epizod, czyli epoka czésc I
Autor Wiadomość
Michael 

Dołączył: 21 Paź 2009
Posty: 1556
Skąd: Sycylia
Wysłany: Czw 06 Gru, 2018   Epizod, czyli epoka czésc I

 Pojawil sié znikád. Tak przynajmniej odpowiedzialby, gdyby wtedy byl przy nim ktos - ktokolwiek - kto zadalby mu o to pytanie. Nie wiedzial bowiem zupelnie, skád pochodzi; wszystkie nazwy i daty, które uslyszal w ciágu najblizszych dni, brzmialy dlan calkowicie obco. Malo tego: gdyby w tamtej chwili zapytac go, kim jest, równiez nie potrafilby odpowiedziec. 

                                                            X   X   X

   Oslepily go swiatla i oszolomily dzwiéki. Otaczajácá go ciemnosc rozswietlaly wypelnione nieruchomá jasnosciá okna parterów i piéter oraz poruszajace sié z halasem w przeciwnych kierunkach ksztalty, których nie potrafil zidentyfikowac. Oprócz mroku otaczal go - jak szybko sié przekonal - chlód. Dopiero wtedy zwrócil uwagé, ze z góry opadajá dziwne, bialo-zimne drobinki. Spojrzawszy po przechodzácych w poblizu istotach - zblizonych do siebie wygládem, a potem po sobie stwierdzil, ze rózni sié od nich zdecydowanie. Wszystkie mijajáce go stworzenia mialy dlugie lub póldlugie, wygládajáce na cieple, stroje i buty, a na glowach cos, co - jak uznal - stanowilo dziwne imitacje czapek. Jego wlasne ubranie bylo natomiast za lekkie jak na zastaná tu temperaturé. Spodobaly mu sié natomiast ich oblicza: wszystkie, jego zdaniem, raczej lagodne. Totez bez wahania zagadnál wlasnie przechodzácá mimo lekko wysokiego wzrostu postac o wymykajácych sié spod welnianej czapki czarnych kosmykach.

   - Gdzie jestem?
   Poprzedzajáce rozpoczynanie wypowiedzi od charakterystycznego dwuwarkniécia - które w jego swiecie stanowilo wyraz towarzyskiej oglady, a zarazem szacunku - najwidoczniej wystraszylo zapytaná. Na twarzy o ciemnej karnacji blyskawicznie zagoscil lek, a pelne usta wydaly przerazliwy okrzyk. Swoim zwyczajem znów warknál. Przeciágle, lagodnie i uspokajajáco, jak myslal. 
   - Boze! Jak pan mnie przestraszyl!
   - Bo-ze? - powtórzyl, nic nie rozumiejác.
   - A tak, Boze - istota nadal spogládala na niego pelnymi strachu, ale i zaciekawienia brázowymi oczami. - Tak sié mówi w takich jak ta sytuacjach. Kim pan jest? - mówila dalej. - I czemu pan tak dziwnie wygláda?
   Zauwazyl, ze mimo obaw istota przygláda mu sié bacznie. Widoczna w jej oczach mieszanina wspomnianych obaw i zainteresowania podpowiadaly mu, aby przystápic do zwyczajowego dzialania. 
   - Nic, tylko zauroczyc! - mruknál do siebie. 
   - Co...? Co pan mówi? - spojrzenie zaokráglilo sié jeszcze bardziej. 
   Chwycil já za reké i skoncentrowal sié. Lekko, ale wystarczajáco. 
   - Hej, co pan robi?! - obserwujáce go dotád stworzenie wygládajáce na straznika zainteresowalo sié zajsciem. - Zaczepia pan obce kobiety? Tak nie wolno! - dorzucilo tonem, które uznal za wyzwanie innego rodzaju. W odpowiedzi, nie puszczajác réki próbujácej uwolnic sié istoty, uchwycil interwenta wolná dloniá za wierzch glowy, i przytrzymal, wydluzajác palce. Skrzywil mu sié prosto w twarz i skoncentrowal na wydaniu telepatycznego polecenia. Tym razem nieco mocniej. 
   - Odejdziesz tam, gdzie stales - pomyslal - i zajmiesz sié obserwacjá istot tobie podobnych. 
   - Odejdé tam, gdzie stalem i zajme sié obserwacjá istot mnie podobnych - powtórzyl policjant. 
   Cofnál sié o krok i odwrócil, odchodzác do miejsca, w którym uprzednio stal. 
   - A ty - wrócil wzrokiem do brázowych oczu, wywolujác zmétnienie - pokazesz mi, gdzie i jak mieszkasz.
   - A ja - zrobila przerwé w tym samym co on miejscu - pokazé ci, gdzie i jak mieszkam. 
   Ruszyla bielejácym coraz bardziej chodnikiem z powrotem w stroné, z której nadeszla. Chwiejnym krokiem i juz nie protestujác przeciwko usciskowi na réce. 
   - Pokaze ci, gdzie i jak mieszkam - powtórzyla dokladnie po dziesiéciu minutach kilkaset metrów dalej. 

                                                             X   X   X

   Po kolejnych dwudziestu minutach zatrzymala sié przed budynkiem, który w pierwszej chwili skojarzyl mu sié z dwukondygnacyjná chatá. Tyle, ze ta tutaj byla murowana; z solidnym wejsciem, porzádnymi oknami i dachem. 
   - To tu? - spytal krótko, swoim zwyczajem kulturalnie warknáwszy. 
   - To tu - odparla i dodala z usmiechem - zabawny jestes.
   - Jak to? - nie zrozumial ponownie. 
   - No, z tymi warkniéciami i strojem jak z minionych czasów - odpowiedziala.
   - Minionych czasów? - powtórzyl.
   - No tak to - zrezygnowana machnéla réká, otwierajác drzwi i prowadzác go krótkim, ledwie kilkumetrowym korytarzem do nastépnych. Otworzyla je. 
   - Wejdziesz?
   - Zamknéla je za nim, wyminéla go i stanéla na srodku duzego pomieszczenia z oknami na wprost i po prawej stronie. Odwrócila sié. 
   - Tu i tak mieszkam - powtórzyla. 
   Uslyszla gasnacy cien uroku, zmniejszajácy sié z wolna jak plomyk swiecy. Przemiescil sié ku niej tak szybko, ze kontur jego postaci rozmazal sié w jej oczach i ponownie utkwil spojrzenie w cieple zrenic istoty, którá mial znów zamiar zaklác.
   - Zobaczmy.
   Gdy tylko téczówki ofiary zaczély matowiec, skoncentrowal sié na analizie zaistnialej sytuacji. Mozliwie najdokladniejszej, z podzialem na blizsze i dalsze korzysci oraz ewentualne ryzyko. Zerknál za siebie na drzwi, wyjrzal przez okna: najpierw przez to z prawej strony, potem przez to na wprost. Po czym zawrócil do oszolomionej urokiem istoty. 
   - Mówilas, ze jaki jestem? Za - bawny? - dostosowal wargi i jézyk do obcego mu sposobu wymowy.
   - Tak mówilam - potwierdzila poslusznie. I zauwazalnie zbladla, gdy zawarczal warkniéciem, w którym tkwilo polecenie. Egotyczne. Czytelne. Ujawniajáce jego zachlanná i drapiezná naturé, która zaczela dochodzic do glosu w miaré, jak ustépowalo oszolomienie wywolane naglá zmiana rzeczywistosci. Podkreslil je dla wlasnej satysfakcji, wypowiadajác starannie slowa w jednym z trzech znanych mu jézyków.
   - Na co - jeszcze - czekasz?
   Wolnym ruchem zsunela czapké. 
   Gdy juz nic nie przeszkadzalo - doslownie - aby já wziál, kolejnym spojrzeniem zmusil já do podejscia i instynktownie siégnal, gdzie nalezalo. Zadrzala.
   - Nie zapamiétasz nic oprócz przyjemnosci - przygasil jej spojrzenie do bladego bezu. 
   - Nie zapamiétam nic oprócz przyjemnosci - powtórzyla bezbarwnym glosem. I poczerwieniala, kiedy obrócil ja i popchnál lekko. 
   - Nic oprócz przyjemnosci... - zdolala jeszcze wyszeptac.

                                                            X   X   X

                                                                         
Ostatnio zmieniony przez Michael Wczoraj 16:23, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Oremus 

Dołączył: 05 Wrz 2014
Posty: 669
Wysłany: Sob 08 Gru, 2018   

Tekst postawiony na dialogach mógłby posłużyć jaklo punkt wyjścia do scenariusza filmowego. No, czekamy na c.d. :-D
 
 
Michael 

Dołączył: 21 Paź 2009
Posty: 1556
Skąd: Sycylia
Wysłany: Wto 11 Gru, 2018   

Oremusie, dziéki bardzo. Za przeczytanie i komentarz. :-D Ciág dalszy wlasnie sié pojawil.
Ostatnio zmieniony przez Michael Wto 11 Gru, 2018, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Wsparcie techniczne: e-matteo.pl
Akagahara style created by Naddar modified v0.8 by warna
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 13