Forum literackie Ogród Ciszy Strona Główna
 Strona Główna  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Rejestracja  Zaloguj  Album  Download

Poprzedni temat :: Następny temat
Wielofunkcyjność 4
Autor Wiadomość
Irena 


Dołączyła: 26 Wrz 2008
Posty: 4511
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Sro 12 Lis, 2008   Wielofunkcyjność 4

Spowiedź! Samo słowo przyprawiało Marię o ból. Nie, nie myślała o bolących kolanach.
To był taki ból wewnątrz niej. Palący wstydem, który nie mijał z upływem lat.

Jana, ojca swoich dzieci , poznała na weselu. Wydawałoby się, że takie radosne zdarzenie nie mogło nieść za sobą smutku.
On był gościem weselnym, a ona kucharką na uroczystości.
Wiadomo, zawsze kiedy goście wznoszą częste toasty, okraszone gromkim :gorzko, gorzko…któryś z rozbawionych weselników zaprosi do tańca dziewczęta z kuchni.
A tańczył pięknie. Była zachwycona, jak po pierwszym tańcu pocałował jej rękę i odprowadził do zajęć. Zamieniła się ze znajomą kelnerką, aby móc choć na niego patrzeć. On też szukał kontaktu. A to przytrzymał dłużej dłoń stawiającą nowe talerze, a to wyraził chęć pomocy w przyniesieniu skrzynki z napojami. Tańczyli jeszcze, tańczyli….i wytańczyli.
Czekał na nią, aż skończy pracę. Miał już nieźle w czubie, ale jej to nie przeszkadzało. Przywykła do pijanych mężczyzn podczas pracy. Ten był inny. Grzeczny, myślała, taki uważający. Taki uważający, a nie uważał. Ona też, odurzona budzącym się rankiem, przystojnym mężczyzną, nie odmawiała pieszczot. Jak później mówiła: stało się. Nie tak wyobrażała sobie ten ważny akt, ale nie żałowała.
Wymienili adresy. Okazało się ,że Jan mieszka przeszło 500 kilometrów od niej, nie liczyła więc na wczesną wizytę.
Teraz dopiero poznała, co oznacza tęsknota. Nie miała nigdy chłopaka, nie licząc tych z wiejskich zabaw. Ojciec trzymał krótko, matka wymagała dużo, czasami nie miała siły po całym dniu pracy w obejściu iść z dziewczętami pożartować.

Przy starym młynie spotykała się młodzież. Żartowali, śpiewali, czasem ktoś przyniósł harmonię. Czas płynął jak za czasów przedwojennych, jak wspominała jej matka. Marię już trudno byłoby zaliczyć do młodzieży, bo skończyła dwadzieścia pięć lat i była traktowana jak materiał na starą pannę. Na wsi nieznane było słowo singiel, a już nie do pomyślenia - jakieś samotne życie z wyboru. Fanaberie po prostu.

Napisał widokówkę, którą jak talizman trzymała w pudełku ze swoimi skarbami. Zasypiała z nim i z nim się budziła . Choć był daleko, fizycznie czuła jego obecność.
Przyjechał po miesiącu. Szalała ze szczęścia. Dumna, trzymając go za rękę, przemaszerowała przez wieś. Niech patrzą, niech zazdroszczą.
Potem już nie było czego zazdrościć. Była w ciąży. Nawet nie pamięta wyzwisk ojca, lamentów matki. Modliła się tylko gorąco, żeby jej teraz nie zostawił.
Nie zostawił. Ślub wzięli tak szybko, jak tylko było można.
Zabrał do siebie, prawie tak jak stała, bo rodzice nie dali nic.
A to „u siebie” było biedne. Nawet nie wyobrażała sobie, jak biednie może żyć. Mały pokoik
z oknami tuż przy ziemi spełniał funkcję sypialni, kuchni, łazienki i niebawem bawialni.
Starała się wymościć ciepłem ich kącik, żeby nie żałował, że ją wziął bez posagu.


Pierwsze miesiące, jak teraz wspomina, były szczęśliwe. On szedł na budowę, cenili go jako fachowca. Ona gotowała, trochę poznawała miasto, które, mimo że niewielkie, swym hałasem przerażało, i czekała. Z czekania mogłaby uzyskać dyplom.

Na świat przyszła Małgosia. Tuż po urodzeniu wiedziała, że coś jest nie tak. Powiedzieli jej tylko, że dziecko ma cztery punkty w skali Apgar. Nie miała pojęcia, co to znaczy.
Była słaba, Jan przyszedł do szpitala pijany. To z radości, tłumaczyła sobie, jak zobaczy dziecko, będzie inaczej. Będą razem się nim zajmowali, wszystko będzie tak, jak sobie wymarzyła. Bo to właściwie ona sobie wymarzyła. Nawet nie zauważyła, że jego marzenia wcale nie krążą wokół kołyski, którą podarowała im siostra Jana po zmarłym synku.
Czyżby ta kołyska była początkiem nieszczęść?

Marię po tygodniu wypisano ze szpitala. Małgosia była za słaba, aby mogła ją ze sobą zabrać. Powiedzieli, że Małgosia ma porażenie mózgowe. Przeżyje, ale nie wiadomo, jak będzie się rozwijała umysłowo i fizycznie. To był szok. Urodziła kalekę! Jan jej tego nie wybaczy, nigdy.
Biegała co dzień, aby karmić maleństwo. Mlekiem mogła obdzielić kilka dzieci.
Dobrze, że córeńka jadła. Maria miała ją wciąż pod powiekami. Odnotowywała każdą zmianę, każdy grymas twarzyczki. Pamięta pierwszy uśmiech małej. Popłakała się ze szczęścia. Byli oboje, Jan też się cieszył. Przytulił malutką na rękach i Maria przestała się bać.

Jakże się jednak myliła!
Kiedy dziecko zamieszkało w ich maleńkim pokoiku, Jan miał jakby mniej przestrzeni.
Wracał coraz później, tłumacząc się pracą. Tylko pieniędzy było coraz mniej. Nawet mniej, niż kiedy wracał do domu wcześniej. Ale wszystko pozornie było jak dotychczas.
Całował ją, wychodząc do pracy, wracając też przytulił. Co dzień z coraz większym niepokojem wyczuwała zapach alkoholu .
Nic nie mówiła, wręcz współczuła mu, że to przez to, że Małgosia powinna już siadać, a tylko leży, że nie może pochwalić się córką przed siostrą. Starała się być taka jak zawsze: miła, kochana. Jak mawiał: taka moja mięciutka Marysia.
Czas przyniósł trochę pozytywnych zmian. Małgosia zaczynała siadać, nawet jakieś dźwięki wydobywały się z jej wiecznie oślinionych ust. Lekarz też uspokajał, że jeszcze jest szansa, tylko trzeba dziecku poświęcać więcej czasu. To było niesprawiedliwe, myślała Maria, już więcej czasu się nie da. Jest przy małej cały czas. A rehabilitacja ? Spróbuje.

Dzisiaj może powiedzieć, że spróbowała. Spróbowała wszystkiego, co było w zasięgu jej możliwości.
Jan oddalał się coraz bardziej, już tylko noce iskrzyły, dnie były zimne i beznamiętne.
Coraz częściej przychodził pijany i to tak, że zwalał się na łóżko i zasypiał twardym pijackim snem. Ale ważne, że nie bił, nie krzyczał.
W dniu, kiedy mu powiedziała, że znów jest w ciąży, stracił pracę i zainteresowanie rodziną. Wtedy zaczęła płakać. Nie to, że się raz rozpłakała. Płakała prawie codziennie.
Kiedy urodził się Jasiek, radość była ogromna. Był zdrowiusieńki, taki śliczny. Jan nie odrywał od niego wzroku. Wtedy postanowił pojechać do pracy do Irlandii.
Bała się. Miała jakieś przeświadczenie, że już go nie zobaczy.

cdnn <img>
_________________
" siła pióra leży w pokorze do własnego słowa"- Mithril
Ostatnio zmieniony przez Irena Czw 13 Lis, 2008, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Tomasz Kowalczyk
[Usunięty]

Wysłany: Czw 13 Lis, 2008   

"Irena" napisał/a:
On był gościem weselnym, a ona kucharką na uroczystości.

Wydaje mi się, że przed "a" nie powinno być przecinka.
"Irena" napisał/a:
Miał już nie źle w czubie,

"Nieźle" piszemy łącznie.
"Irena" napisał/a:
Teraz dopiero poznała, co znaczy słowo tęsknota

Na pewno usunąłbym "słowo". A może: "co oznacza tęsknota"?
"Irena" napisał/a:
Napisał widokówkę, którą jak talizman trzymała w pudełku swoich skarbów.

"w pudełku ze (swoimi) skarbami"?
"Irena" napisał/a:
że dziecko ma cztery punkty w skali Apgara.

"w skali Apgar".
"Irena" napisał/a:
Nawet nie zauważyła, że jego marzenia
wcale nie krążą nad kołyską,

"wokół kołyski".
"Irena" napisał/a:
że już go nie zobaczy.

"że go więcej nie zobaczy"...

Ale Małgosia wyzdrowieje, prawda? Zrób coś, jako Autorka wszystko możesz, jakieś cudowne zioła, uzdrowienie...

Pozdrawiam

Tomek
 
 
Irena 


Dołączyła: 26 Wrz 2008
Posty: 4511
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Czw 13 Lis, 2008   

Wdzięczna jestem Tomku za korektę.
Wiesz, tak sobie myślę,że człowiek właściwie pragnie władzy w jakimś tam ograniczonym zakresie. A kiedy ją ma , chociażby w kreowaniu losów swoich bohaterów, to ma problem.... <img> ciąg dalszy niewatpliwie nastąpi <img>


Serdecznie.....Ir
_________________
" siła pióra leży w pokorze do własnego słowa"- Mithril
 
 
Mariusz 


Dołączył: 30 Wrz 2008
Posty: 2756
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: Pią 14 Lis, 2008   

Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg.
Dziękuję za..... to, że piszesz.
Pozdrawiam serdecznie. :-D
_________________
każdy komentarz uczy
 
 
Irena 


Dołączyła: 26 Wrz 2008
Posty: 4511
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: Sob 15 Lis, 2008   

"Mariusz" napisał/a:
Dziękuję za..... to, że piszesz.


Miło słyszeć takie słowa. Ciąg dalszy niewatpliwie nastąpi...były cztery odcinki i pewnie jeszcze z cztery będą <img>


Serdecznie.....Ir
_________________
" siła pióra leży w pokorze do własnego słowa"- Mithril
 
 
Colett 


Wiek: 47
Dołączyła: 26 Wrz 2008
Posty: 3919
Skąd: Gdzieś w Małopolsce
Wysłany: Pią 28 Lis, 2008   

no i wsiąkłam w krótkie formy epickie

:ukłon: za obietnicę dalszego ciągu Ir..bo ja do swoich kawałków nie mam cierpliwości

Ewa
_________________
Zaskocz mnie, zaintryguj, zainspiruj
a wtedy - kto wie - może powiem Ci kim jestem...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Wsparcie techniczne: e-matteo.pl
Akagahara style created by Naddar modified v0.8 by warna
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 13