Moje trzy grosze

 Moderator: Tomasz Kowalczyk

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Gloinnen
Posty: 3661
Rejestracja: śr 09 lut, 2011
Lokalizacja: Lothlórien

Post autor: Gloinnen »

Ponieważ formuła Poczty Literackiej wyklucza prowadzenie tam polemik z Krytykami, postanowiłam przenieść się z moim marudzeniem do innego działu.

Z góry przepraszam wszystkich Autorów, którzy mogliby poczuć się urażeni moimi krytycznymi wypowiedziami
Nie jest moim celem zawistna deprecjacja czyjegokolwiek pisania, bardziej chciałabym odnieść się do konkretnych poetyckich wizji.


Jako że pan Stefan Jurkowski jest bardziej aktywny w Poczcie Literackiej, siłą rzeczy moje argumenty odnoszą się do jego ocen.
Zaznaczam, że nawiązuję jedynie do wybranych opinii, a raczej uwag, gdyż generalnie z większością jednak się zgadzam.

1. Pytania naiwne a dojrzałość poetyckiej refleksji

Wisława Szymborska zawarła w jednym ze swoich wierszy myśl: „Nie ma pytań pilniejszych od pytań naiwnych”. Wydaje mi się, że niektóre recenzje wskazują na to, że infantylizacja poetyckiego przekazu ma się całkiem nieźle.
Przykładem na to może być pozytywny odbiór utworów Marioli Kruszewskiej i wierszy sygnowanych nickiem Anita.

Jeśli chodzi o wiersze Marioli, wydaje mi się, że tutaj jak nic funkcjonalne wydaje się nawiązanie do Szymborskiej, bowiem sposób przedstawiania myśli i konstruowania wiersza w gruncie rzeczy nie jest odległy od tych, jakie można odnaleźć u naszej Noblistki. W mojej ocenie właśnie ta „szymborskość” poezji jest wciąż – z zachowaniem oczywiście należnych proporcji – poetycką manierą, która się nadal świetnie sprzedaje. Właśnie na konkursach, ale także i w oczach wielu krytyków, vide pan Jurkowski. O czym mowa? O co chodzi? O naiwne zachłystywanie się i zdziwienie światem i rzeczywistością, o demaskację mitów, o podkreślanie swojej bezradności wobec obserwowanych i opisywanych zjawisk. Wobec Absolutu stosuje się strategię "kpiarzy w kosmosie", osłabiania powagi i przedkładanie nad refleksję uniwersalną swoich własnych, małych doświadczeń na miarę nie Człowieka, a człowieczka. W rezultacie otrzymujemy, zamiast ciekawych wierszy, ładnie opakowane komunały, oczywiste oczywistości, zorientowane na przypadki „człowieczka” właśnie. Wtórne wobec linii nakreślonej przez Noblistkę. Pod jej piórem był to jakiś ewenement literacki (porzucenie przez Muzę koturnów). Teraz jednak ta tonacja drażni. Przynajmniej tych, którzy szukają jednak w poezji cięższych pierwiastków.

Pan Jurkowski widzi w tym „dowcip i dystans”, którego „brakuje młodej poezji”, a mnie się właśnie wydaje, że jest to - przeciwnie - pewien skansen, utkwienie w spłyconym sposobie postrzegania świata, odbrązowionego wprawdzie, ale przez to uniemożliwiającego nietuzinkowość i powagę spostrzeżeń. Uczynienie poezji z humorystycznego zbanalizowania rzeczywistości udało się raz, teraz wydaje się wyświechtane.

Reszta jawi się jako epigonizm i wydaje mi się, że na chwilę obecną w odniesieniu do „szymborskości” można śmiało już zastosować tę właśnie kategorię.
Nie chcę być źle zrozumiana. Trudno przekreślać wkład Noblistki w nasze poetyckie dziedzictwo, jednakże na dzień dzisiejszy naśladownictwo nie jest już nośne i produktywne, w myśl zasady, „no ileż można!”

Na pytanie Marioli o to, w jaki sposób indywidualizować swoje wiersze – mogłabym śmiało zasugerować przede wszystkim oderwanie się od wspomnianej konwencji. Najgorszy pod tym względem (tu otwarcie polemizuję z panem Jurkowskim) wydaje mi się tekst „Pożółkłe koronki”. Nieodkrywczy, natomiast kokietujący „życiowością” i „prawdziwością”. Dobry utwór dla kogoś, kto nie chce specjalnie się wysilić jako interpretator, ale ma ochotę dopieścić czytelnicze ego wrażeniem „obcowania z Poezją”, „z Pięknem Słowa”.
Podobały mi się za to „pobite gary”, stworzone w zupełnie innym stylu, ostre, celne, niepowtarzalne, pozbawione sentymentalizmu i makatkowości.

W przypadku wierszy Anity – pomijam już kwestie warsztatowe, gdyż jest to Autorka początkująca – pozytywna recenzja tym bardziej zaskakuje, w konfrontacji z takimi ustępami jak:

„chciałabym zagrać na złotej harfie
o zachodzie słońca” - kicz,

„z gitarą iść przez życie i grać przy zachodzie słońca
w blasku ogniska
ku górze wzlecieć na skrzydłach
z wiatrem we włosach „ - jeszcze większa tandeta w obrazowaniu,

Czy Autorka jest na dobrej drodze? Na razie w tej poezji jest sporo dosłowności i manipulacji czytelnikiem, zwłaszcza w wierszu ostatnim, obliczonym na rozbudzenie w publice empatii. Dopóki jednak wysiłek w nachalnym wzbudzaniu tej empatii jest widoczny, choćby w takich chwytach jak „echo płaczącego serca”, dopóty nie ma mowy o dobrej drodze poetyckiej. Poeta nie ma pokazywać czytelnikowi tabliczki z informacją - „uwaga, tutaj należy się wzruszyć”. Nie powinien także zdradzać sekretów swojej kuchni, czyli stosować chwytów i środków poetyckich, których zamiar jest natychmiast czytelny i przewidywalny (sentymentalizm). Uważam również, że nadmiar powtórzeń – co akurat rzuca się w oczy u tej Autorki – nie zdobi wiersza, o ile nie jest naprawdę przemyślany. O patosie już nie wspomnę. Najlepiej broni się (według mnie) utwór „Niebywała”, oparty na ciekawym pomyśle, w świetle którego niezrozumienie i konflikt ze światem zewnętrznym nie jest oparty na refleksjach zdziecinniałej staruszki tylko niespokojnej osobowości, która w sposób kreatywny go przetwarza i opisuje.

Na koniec, jeżeli już generalnie podważam pewne oceny, chciałam jeszcze napomknąć o wypowiedziach na temat utworów Latimy. Ponieważ utwór jest długi, postaram się omówić go w osobnym wpisie, natomiast sygnalizuję jedynie, że wnikliwa lektura pozwala wyłonić w „Przystankach” fragmenty lepsze i gorsze, więc potępienie tekstu „w czambuł” jest znacznym uproszczeniem. Prawdą jest, że Autorka porwała się na wyjątkowo trudne zadanie. Droga Krzyżowa i jej przesłanie nie są tematem łatwym i napisanie czegoś oryginalnego to wyzwanie nie lada. Niektóre ustępy „Przystanków” są faktycznie powierzchownym opisem, efektownie rozbudowaną scenografią. Można jednak w nich znaleźć frazy odkrywcze, zaskakujące dojrzałością i przenikliwością, na pewno więcej warte niż nieświeża liryka osobista. Stanowczo nie mogę się zgodzić z tym, że to cykl nudny. Co to, to nie.

2. Wpływ przeobrażeń kulturowych na ars poetica

Ten wątek nasunął mi się po przeczytaniu polemiki Recenzenta z Leszkiem Czerwoszem.
Zostało postawione między innymi pytanie o technicyzację języka. Pan Jurkowski stwierdza:

„Chce Pan wprowadzać "nowe prądy" mając na myśli terminologie techniczną. Tymczasem te ostatnie to nie są l i t e r a c k i e nowe prądy, które dotyczą formy, nowych środków przekazu odnoszących sie do wyobraźni, wzbogacającymi język, prądy których rzekomo nie rozumiem. Bo jak Pan sobie wyobraża poetyckie "nośniki" dla owej terminologii? To, że się nią naszpikuje wiersz; różnymi klapkami, monitorami, myszami, procesorami, bajtami, i to jeszcze w sposób niezborny - to jeszcze nie czyni nowej poezji, a może nawet poezji w ogóle.”

Z całym należnym szacunkiem, ale uważam, że zaprezentowany wyżej pogląd jest dalece błędny.

Oczywiście, zgadzam się, że używanie terminologii technologicznej jedynie w celu „efekciarskim” nie czyni nowatorstwa ani nie dodaje wierszowi splendoru, podobnie zresztą, jak używanie w tym samym celu jakichkolwiek innych, zwłaszcza kontrowersyjnych środków poetyckiego przekazu. Warto jednak zwrócić uwagę, iż postęp technologiczny ma ogromny wpływ na to, w jaki sposób widzimy i kategoryzujemy rzeczywistość. Zmienia się w ogóle struktura mentalna współczesnego człowieka, który na przykład inaczej postrzega przestrzeń i czas, niż starsze pokolenia. Rozwój Internetu chociażby warunkuje pewną symultaniczność zjawisk, których wzajemne relacje nie są oparte na następstwach przyczynowo-skutkowych czy czasowych, a raczej na równoległej koegzystencji. To ma ogromny wpływ na strukturę wszelakich komunikatów, chociażby na strukturę komunikatu poetyckiego, co nie jest bynajmniej, jak pan Jurkowski sugeruje – niezbornością, a raczej nielinearnością, coraz częściej cechującą współczesne wiersze.

Takie są – w większości wypadków całkowicie zdezawuowane i niedocenione wiersze z Konkursu Międzyportalego (zazanaczam z góry – nie mówię o swoich): „Antypody”, „Na debecie, wieczny odpoczynek” (podejrzewam autorstwo Marcina Sztelaka, poety, którego pisanie stawiam bardzo wysoko), „Ciało i krew”, czy też „Lęk wysokości”, „Niemalowane drewno” (dwie absolutne perełki). I w wierszach tych nie ma nawet cienia słownictwa „technicznego”, ale jest określony sposób prowadzenia przekazu, wielowarstwowy, wielopłaszczyznowy, oparty raczej o „mapę strony internetowej”, a nie o klasyczne reguły logiki czy też wewnętrznej poetyckiej chronologii.

Podobnie inspirowany technologią aparat pojęciowy przestaje być „pozą” czy „modą”. To zwykły znak czasów. Wiele zjawisk, które wpływają na określony kształt relacji człowiek/człowiek, czy człowiek/świat, po prostu zaczyna przenikać do poezji. Dobrym przykładem jest wiersz Leszka Czerwosza „Ale”, z wplecionymi urywkami rozmowy z komunikatora. Obecnie takie rozmowy to codzienność wielu ludzi. Powstałe w ten sposób interakcje i ich specyfika są takim samym dobrym tematem i tworzywem poetyckim, jak inne, a nawet ciekawszym, ponieważ wcześniej nie były eksploatowane, gdyż po prostu nie istniały.

Podsumowując, poezja nie jest jakąś sztuką samą w sobie, sztuką dla sztuki, ale zawsze pochodną aktualnego stanu ewolucji kultury, a zarazem – pochodną aktualnej kondycji ludzkiej myśli i wizji rzeczywistości. (Truizm!)

3. Manieryzm, udziwnienie, hermetyczność

Pan Jurkowski wiele razy posługuje się pojęciem poezji „manierycznej, internetowej”. To pojęcie bardzo ogólne. Naturalnie, jako osoba inteligentna, potrafię się domyślić, o co w tym stwierdzeniu chodzi, tym niemniej jednak wydaje się ono mało precyzyjne i pozwala wrzucić do jednego worka wszystko, co dla potencjalnego recenzenta wydaje się niezrozumiałe. Ja bym raczej zatem wyjaśniła dokładnie, co przez to rozumiem. Naturalnie to kwestia gustu i wyczucia, co jest udziwnieniem, a co wieloznacznością i w którym momencie Autor przekracza pewne estetyczne granice. Chciałam zwrócić tylko uwagę na to, że pewne zjawiska, typowe dla poezji internetowej, nie są jedynie bełkotliwym pustosłowiem.

Należy do nich – przede wszystkim – położenie nacisku na te cechy dzieła, które Umberto Eco uważał za wyznaczniki jego otwartości. W myśl tej koncepcji czytelnik był zaproszony do współtworzenia znaczeń utworu, według własnej wrażliwości, własnych doświadczeń. Nie istniał jeden odczyt wiersza, lecz kombinacja różnych odczytów, całościowych bądź fragmentarycznych, które pozwalają na budowanie nie sensu, lecz sensów (w liczbie mnogiej).

Tu również doszukiwałabym się analogii ze światem wirtualnym, cyfrowym. Czytanie strony internetowej nie jest bowiem lekturą płynną, spójną, zmierzającą od A do B. Wręcz przeciwnie, rozgałęzia się w różnych kierunkach, w zależności od podejmowanych przez przeglądającego wyborów. Chyba coraz częściej poezja, mniej lub bardziej świadomie, reprodukuje ten sposób patrzenia na komunikat. To jest właśnie ów poetyckich nośnik dla „nowego”, o którym wspomniałam w punkcie drugim.

W jakimś sensie widziałabym tutaj nawiązanie do sztuki baroku, z jej rozmigotaniem, rozderganiem, zapętleniem w kunszcie formalnym, która piękno pragnęła dostrzec w nieregularności, zmienności, paradoksach, zestawianiu przeciwieństw, tworzeniu zaskakujących połączeń. W tym znaczeniu – faktycznie, coś jest na rzeczy z manieryzmem, ale czy to cecha negatywna?

Natomiast w pełni się z panem Jurkowskim zgodzę, że wszystkie omówione przeze mnie zjawiska poetyckie, środki, pomysły na sztukę słowa – to tylko teoria, której realizacja w praktyce wypada różnie. Można próbować wcielać te wszystkie postulaty w życie z różnym skutkiem i pisać, mimo wysiłków podążania za nowinkami – kiepskie wiersze. Tutaj ma pan rację. Wydaje mi się mimo wszystko, że pewne zarzuty wynikają z niewłaściwej oceny fazy rozwoju, w jakiej znalazła się poezja, właśnie ta „młoda poezja”, oskarżona o brak lekkości, humoru, polotu, finezji. Być może w pewnym sensie tak zresztą jest, bo „młoda poezja” zawsze pozostaje w opozycji do tego, co uznawane jest za kanon ( choćby „szymborskość” poetyckiego myślenia i obrazowania). Próbowałam – przyznaję, że bardzo pobieżnie – pokazać, w jaki sposób ta opozycja się zaznacza od strony formalno-strukturalnej. Raczej widzę "nową poezję" jako poezję dionizyjską, która nie będzie z uśmiechem dopijać popołudniowej kawy, siedzieć na fotelu z kotem na kolanach i pokazywać czytelnikowi pożółkłych fotografii.

Jak widać - „nie wszystko jeszcze było”. Chyba. Każda epoka daje twórcom do ręki pewne narzędzia, pomysły, rekwizyty, problemy, wyzwania, które skutkują narodzinami unikalnych nurtów, programów, idei. Na ile wartościowych – czas pokaże. Ważne jest niewątpliwie – i tu myślę, że się nie będziemy sprzeczać – jak dane pióro z nich skorzysta, jak sobie z nimi poradzi.

4. Problem literatury zaangażowanej

Pod wierszami naszej koleżanki Marii pan Jurkowski przedstawił jeszcze jeden pogląd, który dla mnie jest przynajmniej dyskusyjny:

„(...) proszę strzec się polityki i publicystyki w wierszach, bo to je zbytnio obciąża, "umiejscawia" i pozbawia uniwersalności.”

Żeby była jasność – nie popieram prymitywnej propagandy, ani też nie namawiam w żadnym wypadku do pisania nachalnych panegiryków „ku czci i chwale”. Jak zwykle bowiem, zasadniczy problem nie tkwi w wyborze tematu, lecz w sposobie, w jaki się ów temat poetycko oprawia.

Z literaturą programową jest ten problem, że wszyscy mamy w pamięci np. peany pisane na cześć Stalina, które budzą w tej chwili zażenowanie i politowanie. Poza tym istnieje zawsze – dla Autora – ryzyko, że zaangażuje swoje pióro w niewłaściwej sprawie i po niewłaściwej stronie. Ponieważ jednak – jak zresztą już podkreśliłam wcześniej – poezja jest „dziecięciem epoki”, nie można jej zabronić zabierania głosu na temat kwestii, które tę epokę nurtują. Poeta przecież nie żyje w świecie sterylnym, w rzeczywistości zbudowanej z fantazmatów, lecz w określonych warunkach, bolączkach. Jego wrażliwość konfrontowana jest z najróżniejszymi problemami codzienności i jej dylematami Wydaje się zatem niezaprzeczalnym prawem Autora wyrażanie odczuć i refleksji, jakie ta codzienność w nim wzbudza. Ponadto, poezja, choć ostatnio karleje i zamienia się we „wsobne” biadolenie, ma, albo przynajmniej powinna mieć za zadanie zabieranie głosu tam, gdzie wszyscy milczą, wstrząsanie myślą i sumieniami, drążenie kontrowersji, otwieranie jak najszerszych perspektyw na to, co publiczna narracja próbuje ukryć, uprościć, zdewastować. A przede wszystkim rolą poezji jest gromadzenie wokół siebie ludzi myślących, inspirowanie ich do przemyśleń, otwieranie umysłu poprzez stawianie niewygodnych pytań, przypominanie o rzeczach ważnych, rekonstrukcję hierarchii wartości, a także obalanie wszelkiego rodzaju fałszerstw i doktrynalnych spekulacji. Bardzo mocno popierał taką wizję poetycką S. Barańczak.

Jednakowoż, rzeczywiście, jeżeli – powrócę do moich wynurzeń z punktu pierwszego – poezję toczy choroba zdziecinnienia – takie postulaty wydają się nie do końca realne. Tym bardziej, że atomizacja świata (kult jednostki itp.) staje się także skazą poezji. Nawet w tej dziedzinie osłabieniu uległ aspekt wspólnotowy, etyczny, choć jeszcze niedawno wydawał się funkcjonalny ( jeśli brać przykładowo pod uwagę tzw. „Nową Falę” - lata '68-90”, circa about).

Jedynym – moim zdaniem – kryterium powinna być tutaj jakość zapisu i przekazu oraz troska, żeby nie popaść w kaznodziejstwo, agitkę, ton kampanijny, bo wówczas jedno zaślepienie zastępuje się drugim. I tyle.

Na zakończenie pragnę dodać, że powyższy elaborat to jedynie moje własne, subiektywne refleksje. Niekoniecznie wszyscy muszą się z nimi zgodzić.
Dziękuję za umożliwienie zamieszczenia tutaj tych rozważań.

Pozdrawiam,


Emilia "Gloinnen" Mazurek
Ostatnio zmieniony pt 14 mar, 2014 przez Gloinnen, łącznie zmieniany 3 razy.
Dobro i zło należy pamiętać wiecznie. Dobro, ponieważ wspomnienie, że kiedyś nam je wyświadczono, uszlachetnia nas. Zło, ponieważ od chwili, w której je nam wyrządzono, spoczywa na nas obowiązek odpłacenia za nie dobrem.
/M. Gogol
Anita
Posty: 216
Rejestracja: śr 19 lut, 2014

Post autor: Anita »

Witam serdecznie.Z uwagą przeczytałam wszystkie opinie na temat moich wstawionych wierszy w poczcie literackiej.U mnie nie ma problemu z powrotem do wiersza i ulepszenia jego w przekazie.I nie zaprzeczam dopiero uczę się i piszę czasami zbyt dosłownie gdyż nie potrafię tak do końca używać jeszcze metafor.Wszystkie uwagi sobie przemyślę na spokojnie.Skoro już pani zaczęła tutaj temat na temat moich wierszy.To proszę już wytyczyć do końca błędy we wierszach tak, abym miała jasność gdzie ewentualnie mogę je poprawić, coś zmienić.Echo płaczącego serca to już wiem, aby to zmienić.Ale co jeszcze według pani było tam źle zapisane?W którym momencie utwory ocierają się o patos?Dlaczego pani uważa, że w moich utworach jest manipulacja czytelnikiem? I dlaczego pani uważa , że „chciałabym zagrać na złotej harfie
o zachodzie słońca” - to kicz?Samo napisanie, że to kicz mi nie wystarcza. Proszę to uzasadnić.Jeżeli jest to możliwe to niech wypowie się również na ten temat komentator, krytyk.A panią jeśli mogę prosić to niech pani przedstawi skromną interpretację wiersza Zagubione talenty.Pozdrawiam.
Ostatnio zmieniony sob 01 mar, 2014 przez Anita, łącznie zmieniany 6 razy.
Awatar użytkownika
Gloinnen
Posty: 3661
Rejestracja: śr 09 lut, 2011
Lokalizacja: Lothlórien

Post autor: Gloinnen »

Chętnie odpowiem na wszystkie pytania, już niebawem.
Dobro i zło należy pamiętać wiecznie. Dobro, ponieważ wspomnienie, że kiedyś nam je wyświadczono, uszlachetnia nas. Zło, ponieważ od chwili, w której je nam wyrządzono, spoczywa na nas obowiązek odpłacenia za nie dobrem.
/M. Gogol
Latima
Posty: 3254
Rejestracja: śr 14 lip, 2010

Post autor: Latima »

Z Tobą, Glo, to ja chętnie porozmawiam, bo pod wieloma uwagami podpisuję się bez zastrzeżeń :rozyczka:
Lidia
Posty: 1121
Rejestracja: czw 14 lis, 2013

Post autor: Lidia »

Podziwiam Gloinnen błyskotliwą wnikliwość :rozyczka: :rozyczka: :rozyczka: W 85% pod Jej tezami podpisuję się in blanco :-D Na zaś, gdy znowu coś bardzo przemawiającego do rozumu napisze :-* :rozyczka: :rozyczka: :rozyczka:
Na początku było Słowo (z Ewangelii św.Jana)
Maria
Posty: 7836
Rejestracja: ndz 05 wrz, 2010

Post autor: Maria »

Z zadowoleniem przeczytałam spojrzenie Glo na przeanalizowany przez nią obszar.
Jest to dla mnie w pewnym sensie dodatkowa karma po opinii wyrażonej przez poprzedniego krytyka - Pana Jurkowskiego. I nie dziwię się, że jest inna w wielu miejscach, bo z poezją jest jak z kobietą - nie każda musi się podobać każdemu.
Ale to dobrze, że mamy Ciebie tutaj Emilio, tak często dajesz nam mądre rady. I za te serdecznie dziękuję. :rozyczka:
Anita
Posty: 216
Rejestracja: śr 19 lut, 2014

Post autor: Anita »

No to czekam na odpowiedź :rozyczka: :-)
Awatar użytkownika
Gloinnen
Posty: 3661
Rejestracja: śr 09 lut, 2011
Lokalizacja: Lothlórien

Post autor: Gloinnen »

Wiem, będę miała chwilę czasu w piątek, w sobotę może.
Nie zapomniałam, :rozyczka:
Dobro i zło należy pamiętać wiecznie. Dobro, ponieważ wspomnienie, że kiedyś nam je wyświadczono, uszlachetnia nas. Zło, ponieważ od chwili, w której je nam wyrządzono, spoczywa na nas obowiązek odpłacenia za nie dobrem.
/M. Gogol
Awatar użytkownika
Bożena
Posty: 5393
Rejestracja: śr 01 wrz, 2010
Lokalizacja: Sosnowiec
Kontakt:

Post autor: Bożena »

Jestem pod wrażeniem wiedzy i umiejętności przedstawiania swojego stanowiska- Glo- chylę głowę :rozyczka: jak dla mnie - masz 100% rację- :rozyczka:
Miłość - to wariactwo. Lecz tylko idioci nie wariują.
Anita
Posty: 216
Rejestracja: śr 19 lut, 2014

Post autor: Anita »

Glo trzymam za słowo.Mam nadzieję, że mój wiersz może już tylko zyskać-:). :-) :rozyczka:
Awatar użytkownika
Gloinnen
Posty: 3661
Rejestracja: śr 09 lut, 2011
Lokalizacja: Lothlórien

Post autor: Gloinnen »

Chciałam jeszcze powrócić do problemu związanego z zagadnieniami formalnymi.
W kontekście zarzutów o:
- niezborność, niespójność komunikatu poetyckiego,
- internetowy manieryzm,
- mielizny (podejrzewam, że chodzi o prowadzące "donikąd" dygresje).

Właśnie mam w rękach i czytam książkę M. Pisarskiego "Xanadu. Hipertekstowe przemiany prozy". Jest naprawdę świetna.

Chociaż dotyczy prozy, rzuca ostre światło na nowy sposób konstruowania przekazu literackiego i budowania znaczeń w ogóle. Przede wszystkim zaś odsłania zupełnie inny kontekst kulturowy, mentalny, w jakim powstaje współczesna literatura. Rewolucja cyfrowa i rozwój kultury sieciowej może być bowiem uznana za rodzaj intelektualnego przeżycia pokoleniowego.

Pisarski pokazuje wprawdzie awangardowe podejście do literatury i zjawisko, które w zasadzie nie jest upowszechnione, ale jednocześnie przybliża pewne mechanizmy, które mają wpływ na sposób budowania komunikatu literackiego w ogóle.
Ciekawe wydają się pytania (na które książka nie daje odpowiedzi, bo to już rozszerzenie pewnych hipotez na inną dziedzinę literatury):
- czy hipertekst może stać się sam w sobie tworzywem poetyckim?
- czy poezja konwencjonalna może próbować odzwierciedlać swoją formą pewne cechy hipertekstu?
- czy poezja może odwoływać się do określonego sposobu odczytu; innymi słowy - w jaki sposób może wymuszać lekturę, która jest funkcjonalna w przypadku czytania hipertekstu literackiego?

Myślę, że warto poszukać odpowiedzi.
Dobro i zło należy pamiętać wiecznie. Dobro, ponieważ wspomnienie, że kiedyś nam je wyświadczono, uszlachetnia nas. Zło, ponieważ od chwili, w której je nam wyrządzono, spoczywa na nas obowiązek odpłacenia za nie dobrem.
/M. Gogol
Maria
Posty: 7836
Rejestracja: ndz 05 wrz, 2010

Post autor: Maria »

Nie wiem czy będzie wielu amatorów na wgłębianie się w ten odcinek wiedzy, ale -
copy:
Idea hipertekstu pojawia się na obszarze literatury w latach osiemdziesiątych, wraz z odkrywaniem literackiego potencjału komputerów. Środowisko komputerowych systemów hipertekstowych (Guide, Hypercard, Storyspace) zostaje wówczas wykorzystane do tworzenia niesekwencyjnych, rozgałęziających się opowiadań, powieści a nawet poezji, którym końcowy kształt (na poziomie fabuły, postaci, opisów) nadawał czytelnik, poprzez swoje lekturowe decyzje. Ogólnie przyjęty został wówczas podział na hipertekst eksploracyjny i konstrukcyjny. Pierwszy z nich pozwala czytelnikowi na lekturę. Drugi pozwala jednocześnie na modyfikacje instniejącego tekstu bądź linków lub dodawawanie własnych segmentów tekstu.

Według Teda Nelsona ten swoisty sposób organizacji tekstu nie daje się w pełni zrealizować w druku. Hipertekst najlepiej czyta się na ekranie komputera. Mimo tej "pierwszej zasady" Nelsona, mówi się także o realizacjach hipertekstu na kartce papieru.


Czy ludzie znajdą na to czas? Nie wiem.
Awatar użytkownika
Gloinnen
Posty: 3661
Rejestracja: śr 09 lut, 2011
Lokalizacja: Lothlórien

Post autor: Gloinnen »

Maria pisze:Czy ludzie znajdą na to czas? Nie wiem.
Fakt. Brazylijskie telenowele górą!
Dobro i zło należy pamiętać wiecznie. Dobro, ponieważ wspomnienie, że kiedyś nam je wyświadczono, uszlachetnia nas. Zło, ponieważ od chwili, w której je nam wyrządzono, spoczywa na nas obowiązek odpłacenia za nie dobrem.
/M. Gogol
Awatar użytkownika
biedronka basia
Posty: 2410
Rejestracja: śr 13 lip, 2011
Lokalizacja: Niemcy
Kontakt:

Post autor: biedronka basia »

Bożena pisze:Jestem pod wrażeniem wiedzy i umiejętności przedstawiania swojego stanowiska- Glo- chylę głowę :rozyczka: jak dla mnie - masz 100% rację- :rozyczka:
Powrocilam tutaj, bo czasem lubie wracac w interesujace miejsca.

Gloinnen
:rozyczka: :rozyczka: :rozyczka:
Basia - biedronka
Maria
Posty: 7836
Rejestracja: ndz 05 wrz, 2010

Post autor: Maria »

Gloinnen pisze:Fakt. Brazylijskie telenowele górą!
Mnie się wydaje, że osoby piszące na żadne telenowele czasu nie mają.
Oczywiście są wyjątki, jak w każdej regule.