Forum literackie Ogród Ciszy Strona Główna
 Strona Główna  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Rejestracja  Zaloguj  Album  Download

Poprzedni temat :: Następny temat
Ognisko
Autor Wiadomość
Zasmucony 


Dołączył: 09 Kwi 2012
Posty: 102
Wysłany: Sob 14 Paź, 2017   Ognisko

Coś rozmyślało przed norką chomika, a tuż za progiem mysz rozgrzewając futro bławatowym winem i patrząc w zielonkawe światło próchna, w które zmieniały się drzwi wypiskiwała coraz bardziej zasmuconemu chomikowi wszystkie swoje mysie uwagi o jesieni:

- Między nami myszami mówiąc, nie jest tak zupełnie dobrze, nawet tutaj ostatnie opadłe z kłosów ziarna zżarły albo zniosły do swoich spiżarni polne przywłóki, a ten tam, chociaż ma nawet beczkę i w dodatku pełną, to jej nie otworzy mimo, że nie ma gdzie spać, wiec pewnie sobie wyjedzie…A deszcze spadną lada chwila, jeśli już gdzieś nie padają, a potem – zawiesiła głos – sypnie śnieg. Takie białe, zimne świństwo! – dokończyła ze złośliwą radością.

Słysząc to Coś uśmiechnęło się ironicznie, a potem z dość ponurej zadumy wpadło w marzenie o skrzypiącej, roziskrzonej zimie , która otula parkowe drzewa śnieżnym kożuchem i zawęża świat do serdecznego ciepła domu…A ono streszcza się w buzującym ogniu kominka, od którego trudno się oderwać…I zrobiło mu się prawie przyjemnie w tym dalekim , obcym parku. Ale naraz przypomniało sobie, że tu nie tylko kominka ale nawet domu nie ma i smętnie z rezygnacją pokiwało głową.

- Ooo! Słyszysz jak coś strasznie skrzypi?! To zima nadjeżdża. Okropnie stara, złośliwa zima. – warczała mysz – O.Taka. Założyła łapki za uszy i wytrzeszczyła zęby. Koniuszek chomikowego ogonka zaczął niepokojąco drżeć.
- Hej tam! – ktoś zaczął wołać – Chodźcie szybko wszyscy. Szybko! Szybko. Palą się łąki!
I przed norką przebiegła koza wyprzedzając o pół długości pędzący za nią wózek popychany przez jeże a pełny liści, ziemniaków i jabłek.
- No chodźcie, wyłaźcie głupki! – wołała w biegu.
- To chodźmy – sapnął chomik i wybiegł.
Mysz powiedziała do siebie coś o różnicach miedzy chomikami a jej rodziną, westchnęła, umoczyła wąsy w niedopitym winie chomika, prychnęła pogardliwie i również wyszła.

Na murze siedziały już wszystkie parkowe istotki i dzieciaki rzucały stąd w płomień wielkiego ogniska wszystko co się nadawało do upieczenia. Tańczyły na gałęziach i z zachwytem wąchały dym.
Gdzieś tam po drugiej stronie ognia, co ledwie widać było przez jego kłębiącą się zasłonę wiatr rozdawał karty do pierwszej jesiennej gry.
- Czerwień! – zawołał rzucając kartę w popiół.
- Błękit i złoto! – wystrzelił ogień.
- Srebro – powiedział ktoś podchodząc. – Srebro i czerń – dodał.
- Ha! Już i ty wróciłeś? - Więc srebro przebije niebawem wszystko. – zaniósł się chichotem wiatr.
- Srebro? Biel raczej. – powiedział Bajarz wychodząc z kłębiącego się dymu.
Mały śmieszny staruszek z siwą kozią bródką, od którego wszystko zależało od tej strony łąk, aż po kapryśną linię dalekiego lasu.
Przy ukłonie z ronda jego kapelusza stoczyła się drobina popiołu, którą wiatr poderwał do zabawnego tańca.
- Facet koza – Sie porobiło! - skrzywiła się z niesmakiem mysz. - No patrzcie – dodała słysząc naraz nad głową wędrowne pokrzykiwania - odlatuje już wszystko co tylko potrafi latać – No, co mądre to wraca do ciepła… - westchnęła.
- Tak, już pora powrotów – przytaknął wiatr.
- A tam, przesada – wtrąciła z przekonaniem wrona przerywając czyszczenie dzioba po smakowitym kąsku pieczonego kartofla. – Kto wraca, to wraca…Zresztą do czego taki wraca, to już inna sprawa. Jeden ma swój raj na szmaragdowej wyspie, drugi w kominie.
Co usłyszawszy wiatr zaszeleścił śmiechem i skinął na nią, podając jednocześnie patyk czarnego bzu.
– Stuknijże proszę, w to parę razy dziobem, tak żeby powstały otworki, dobrze? O tu, tak, i tu, i tu jeszcze. I dziękuję. Będziemy już mieli na czym wygrywać deszczowe melodie w listopadowe zmierzchy. Zagramy chyba nawet ten niepowtarzalny plusk, kiedy kropla skapuje w kałużę z dzioba nastroszonej kawki.
- Tak, tak nadejdą zapluszczone dni, mokre i głodne…A twoje melodie nie tylko ich nie rozweselą, ale jeszcze pogłębią beznadzieję – wstrząsnęła się mysz.
- One są jak sól dodana do pieczonych ziemniaków. – odezwał się bajarz. – Cóż bez soli byłyby warte?
- Może i racja, ale też kto je tylko samą sól? A na to się poniekąd zanosi – mruknęła mysz.
- Czeka nas centkowany świat. Kropki na szybach, w ogóle totalne paskudztwo i mokry ogon, jakby całkiem obcy. To przerasta wyobraźnię. A ty zważ – zwróciła się do wrony - że tu nie ma żadnego komina. Żadnego – powtórzyła z naciskiem.
- Owa! – żachnęła się wrona – niczego nie muszę ważyć. Wrony moja panno nie gustują w kominach. Myszy z kolei jak słyszałam podobno gustują we wszystkim bez wyjątku.
Mysz spojrzała więc na wronę z wyraźna niechęcią i złażąc z muru powiedziała pozornie bez związku, i nie wiedzieć do kogo :
- Mógłby ktoś coś z tym wszystkim zrobić. Nie?
- Z czym niby, z tą prognozą pokropnej pogody ? – spytał niewinnie wiatr i zakrztusił się dymem, a potem rozkaszlał.
- No, kaszel. Właśnie! Kaszel także będzie – uzupełniła mysz. – Że o katarze nie wspomnę – dodała już w biegu.
- Mysza! – zawołała za nią wrona – Ty znajdź sobie kota i skończą się problemy!
A mysz udała, że przez krztuszenie się wiatru wcale tego nie dosłyszała.

Tymczasem wiatr wciągnął w nozdrza zielonkawy dymek pachnący słodkimi ostrężynami i zwrócił się ku ognisku, które niepokojąco zaczęło się rozszerzać. Ogień trzeszczał i tańczył coraz dalej po trawach patrząc tęsknie w horyzont , a mamiąc patrzących fajerwerkami kolorowych iskier.
- A nie, nie…- powiedział Bajarz, a wiatr dmuchnął w bzowe drewienko.
I kiedy w nie dmuchnął, płomień szalejący już przy krzaku tarniny zatrzymał się i zaczął nasłuchiwać chwiejąc się niepewnie. Prysnął , wspiął się potężny ponad tarninowy krzak, z wściekłością zaglądnął w oczy grającemu o przytulnym piecu i kominku obłożonym kłodami; westchnął i - opadł w popiół. Skurczył się w mizerną iskrę, która przez niebieski puszysty pył potoczyła się do nóg wiatru, a ten podał jej kusząco suche źdźbło o stodolnym zapachu, a iskra dotknęła go zachłannie. Wtedy Bajarz odebrał mu tę maleńką pochodnię , włożył w malachitową szkatułkę i zatrzasnął wieczko.
Wiatr grał jeszcze przez chwilę dziką, pełną wykrzykników pieśń płonącej trawy, potem jednak zaczął ją stopniowo wyciszać, aż do kołysanki pełnej skrzypów, szeptów i szelestów, które otuliły zielony skarbczyk kojącą pogodą babiego lata. Na dokładkę Bajarz zaczął szeptać w dziurkę od kluczyka o wszystkim i o niczym, ale tak serdecznie, że iskra w końcu zmieniła się w niewielką gwiazdkę Bożonarodzeniową i zastygła w wielkim oczekiwaniu.
- No ten, to potrafi bajtlować – beknęła z uznaniem koza.
- Oho, wrócił już stary guślarz – uśmiechnęła się do siebie jesień pakująca walizki w kartoflanych łętach. – Teraz mogę już zasnuć mgłami ścierniska, rozmazać błękitem dale, omotać pajęczynami czupryny ostów, by wicher je targał… Teraz mogę wszystko, skoro wrócił Bajarz. Doprawdy, lato jest biedne, kiedy On ma wakacje.
 
 
Zasmucony 


Dołączył: 09 Kwi 2012
Posty: 102
Wysłany: Sob 14 Paź, 2017   

Kolejny fragment "Bajki samograjki" :)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group | Wsparcie techniczne: e-matteo.pl
Akagahara style created by Naddar modified v0.8 by warna
Strona wygenerowana w 0,41 sekundy. Zapytań do SQL: 16