Listy do W. (XI - XII)

 Moderator: Tomasz Kowalczyk

ODPOWIEDZ
Oremus
Posty: 673
Rejestracja: pt 05 wrz, 2014

Post autor: Oremus »

XI
Moi Kochani,
pisząc ostatni list wpadłem w minorowy nastrój, ale mam nadzieję, że nawet jeśli Was nim chwilowo zaraziłem, to już zdołaliście się otrząsnąć. Nasza wspólna wędrówka przez czas i przestrzeń powoli dobiega końca, więc byłoby mi przykro, gdyby smutek był ostatnią emocją, jaką w Was wywołały nasze rozmowy.
Zacznijmy dziś od małego ćwiczenia wyobraźni. O rodzicach, dziadkach, pradziadkach itd. mówimy, że są naszymi przodkami. Więc – każde z Was ma mamusię i tatusia. Ale ponieważ Wasi rodzice też mieli mamusię i tatusia, macie dwóch dziadków i dwie babcie. Także każdy Wasz dziadek i każda babcia mieli – dobrze dedukujecie! – rodziców (Waszych pradziadków i prababcie), więc to daje, jak jeszcze łatwo zliczyć, czterech pradziadków i cztery prababcie. Nadążacie? I potraficie sobie wyobrazić, że wszyscy oni zeszli się w jednym mieszkaniu z okazji świąt Bożego Narodzenia? A co by było, gdyby jeszcze tam się zjawili rodzice Waszych prababć i pradziadków, czyli praprababcie i prapradziadkowie? To już wygląda na porządny tłok i samemu zaczyna mi się od tego kręcić w głowie. O ile coś tam pamiętam z matematyki na poziomie szkoły podstawowej, to ilość naszych przodków w każdym wcześniejszym pokoleniu można by wyrazić przy pomocy liczby dwa podniesionej do potęgi równej liczbie porządkowej pokolenia (Wasi rodzice to pokolenie pierwsze , dziadkowie drugie itd.). Ale można też wziąć duży papier i narysować drzewo genealogiczne przodków (męskich jako kółka, a żeńskich jako trójkąciki). Podejrzewam, że zanim Wam się uda dojść do czwartego pokolenia, kilka arkuszy pójdzie na straty.
Ci z Was, którzy mieli w szkole już biologię, wiedzą, że dzieci dzięki genom dziedziczą po swoich rodzicach takie cechy, jak budowa ciała, kolor oczu i włosów, ale też temperament, charakter i zdolności. A ponieważ rodzice odziedziczyli wszystkie te cechy po swoich rodzicach, a oni z kolei po swoich itd., itd., można się domyślić, że każde z nas jest nosicielem mozaiki cech ogromnej plejady naszych przodków. Co więcej, okazuje się, że za pośrednictwem genów uzyskujemy również gotowe wzorce zachowania czyli instynkty, o których już dość dużo mówiliśmy.
Moi kochani, zaczynamy się zbliżać do odpowiedzi na pytanie, które postawiłem w moim pierwszym liście do Was, skąd się bierze u rodziców pragnienie posiadania dziecka? Tak, macie rację, również ono jest zakodowane w naszych genach i zaczyna się w pełni ujawniać za pomocą specyficznego instynktu w wieku dojrzewania. Warunkiem jego spełnienia jest fizyczna miłość rodziców i ich zachowanie opiekuńcze. To jednak nie wystarcza, by dzieci wychować.
Społeczeństwo ma wobec swoich obywateli ogromne wymagania. Dlatego każde z przyszłych rodziców musi wykazać się cechami charakteru, które pozwalają na długotrwałe utrzymanie związku, po to, by urodzone w nim dzieci wychować na zasadzie osobistego przykładu na uczciwych, odpowiedzialnych ludzi, zapewnić im najlepsze możliwe wykształcenie, a to wszystko w warunkach zapewniających poczucie bezpieczeństwa i stabilności.
To wcale nie jest sprawą oczywistą. W czasach mojej młodości, kiedy dominował model współżycia małżeńskiego, dochodziło nierzadko do zawierania małżeństw przez osoby bardzo młode, emocjonalnie jeszcze niedojrzałe, w wyniku czego mnożyły się rozwody, a te z kolei rujnowały klimat potrzebny do wychowania dzieci. W dzisiejszych czasach czegoś takiego raczej już nie ma. Jednakże aktualny trend w rozkładzie wartości, dążenie do uzyskania wysokiego standardu materialnego prowadzi do intensywnej pracy obu rodziców często na koszt czasu „skradzionego” rodzinie, co również negatywnie odbija się na procesie wychowawczym.
Moi kochani, kiedy poznałem Waszą babkę, powtarzałem, że to właśnie z nią pragnąłbym się zestarzeć. Takie tam ględzenie zakochanego barana. Dziś, patrząc na młodo wyglądającą staruszkę, kiedy krząta się w kuchni, albo z okularami na nosie czyta książkę, mam przed oczyma pasmo nieraz bardzo trudnych chwil i trochę się dziwię, że to gdzieś wyczytane przeze mnie patetyczne zdanie o wspólnym zestarzeniu się nabrało realnych kształtów i nasze małżeństwo przetrwało wszystkie te burze.
Kochane mikrusy, nikt Wam nie obiecuje, że będzie łatwo. Ale niech babki i mój przykład stanie się dla Was dowodem, że wytrwać przez całe życie u boku jednego partnera, choćby tylko po to, by móc na starość swobodnie nacieszyć się gromadką wnuków, jest rzeczą do zrobienia.
Dziadek


XII
Wnusie Moje Kochane,
chciałem pisać o pięknie życia, by zwabić na świat najstarszego z Was, a tymczasem powstał ten smutnawo-dziwny elaborat. Cóż począć, życie nie jest bajką, choć wielu z nas bajek chętnie słucha, a znajdą się i tacy, co nowe bajki wymyślają. W rzeczywistości życie bywa zarazem i piękne, i straszne. Tak samo bywa z ludźmi, którzy bywają piękni, tacy sobie i brzydcy, dobrzy, tacy sobie i źli. I różne odcienie tego wszystkiego w różnych kombinacjach.
Podobnie jak z wyglądem ludzi i ich charakterami ma się sprawa z naszymi poglądami na otaczający nas świat. I nie chodzi tylko o to, czy uważamy, że lepsze jest miasto albo wieś, czy bardziej podobają nam się szczyty górskie, wodospady i jeziora albo też wymyślne dzieła inżynieryjne. Chodzi przede wszystkim o poglądy, jak powstał świat i życie? Czy istnienie rzeczy i istot żywych ma jakiś sens, czy też ich powstanie było dziełem przypadku, a my sami tylko dorabiamy do niego różne bardziej lub mniej prawdopodobne hipotezy, by taki sens im nadać?
Odpowiedzi na to wszystko będziemy szukać jeszcze długo, a być może nie znajdziemy ich nigdy. Dlatego, o ile chcemy być uczciwymi ludźmi, w obliczu wszystkich niejasności związanych z naszym istnieniem, z wyznawanymi przez nas ideami i wierzeniami, musimy zachować szacunek dla wszystkich poglądów dotyczących tych spraw, również tych, które różnią się od naszych.
Z drugiej jednak strony należy być ostrożnym, by ktoś zły i wyrachowany nie wykorzystał Waszej wspaniałomyślności. Nie wszyscy ludzie myślą bowiem tak samo. Są tacy, którzy nie rozumieją, po co komu tolerancja i szacunek dla innych i za jedynie słuszne racje uważają te własne. Są też tacy, którzy starają się innych oszukać, wykorzystać do własnych egoistycznych celów, manipulować nimi jak figurami gry planszowej.
Takim ludziom udało się już wielokrotnie doprowadzić świat na skraj przepaści. Wspominałem Hitlera i Putina, ale oprócz nich było jeszcze wielu, wielu innych. Zostały po nich miliony zmarnowanych istnień ludzkich, ruiny miast i wsi, zniszczone dzieła sztuki. Wszystko w imię fanatycznej wiary, że ich naród lub ich religia są lepsze od innych narodów i religii, a tych, którzy myślą inaczej, trzeba „nawrócić”. Lub zniszczyć. Strzeżcie się więc takich ludzi i czuwajcie, by nie mieli okazji dorwać się do władzy. Nie pozwólcie, by nienawiścią, jadem swoich zboczonych idei zatruli Wasze umysły.
Kochani, wybaczcie, ale stary człowiek szybko się męczy, więc na chwileczkę muszę odsapnąć. Może kiedyś wrócę jeszcze do pisania, jeśli tylko pocałuje mnie muza albo jeśli zażyczy sobie tego prababka z zaświatów. Na razie – bywajcie!
Szerokiej drogi, mikrusy!
Dziadek